Teraz apeluje do dziewczyn z czatu, wybaczcie że nie piszę na czacie, ale wybieracie niesamowite momenty, np: sprawdzian, spotkanie z chłopakiem, drzemkę, pracę, naukę, czy niezbyt luźne zajęcia w szkole. A jak już akurat mam wolną chwile to zwyczajnie głupio mi tam napisać, bo zwykle tego nie robię i obawiam się waszej reakcji.
Co jeszcze? No... jeśli macie ochotę to przeczytajcie bloga od początku, bo ten rozdział może być ciężki jeśli niezbyt pamiętacie co spotkało Demi wcześniej i jakie ma z kim reakcje.
To tyle ode mnie :*
_____________________________________________
- Cholera jasna coś Ty jej zrobił?!
- Możesz przestać o to pytać? NIC JEJ NIE ZROBIŁEM!
- Tak... I dziwnym trafem przechodząc przez las zauważyłem nieprzytomną koleżankę i marną imitację człowieka, czytaj: CIEBIE
- Marną imitacje człowieka? Stary, nazywaj rzeczy po imieniu. Jestem duchem. W dodatku wyjątkowo przystojnym, którego imię z resztą miałeś zaszczyt poznać.
- Zebrało Ci się na żarty...
Zapadła cisza podczas której słyszałam jedynie dźwięk deptania suchych liści.
- Co zrobimy? - odezwał się w końcu Lysander.
Właściwie powinnam się odezwać, ale przeszkadzało mi w tym parę spraw. 1)Cholerny ból głowy który nie pozwalał mi logicznie myśleć. 2)Strasznie ciężkie powieki których za nic nie chciało mi się otwierać, i 3) W sumie było mi dosyć wygodnie, więc nie chciało mi się podnosić.
- Hm, może ją zakopmy?
- C-co? Oszalałeś?
- Dlaczego? Policji tego nie wyjaśnisz, wiesz... oszczędzisz sobie problemów.
- Nawet jeśli to właśnie: ''WYJAŚNISZ", "OSZCZĘDZISZ", więc jakie ''ZAKOPMY'' skoro musiałbym zrobić to sam?
Do tej pory całkiem ciekawie i komicznie słuchało się rozmowy ducha z człowiekiem, ale chyba nadszedł czas by interweniować.
- Wszystko fajnie, tylko że ja żyje. - wymamrotałam nie otwierając oczu - i wolałabym żeby obyło się bez grzebania żywcem.
- DEMI! - krzyknęli obaj.
- Tak, Demi Demi, moglibyście przymknąć jadaczki zanim eksploduje mi głowa? - chyba przesadziłam, otworzyłam oczy, wszystko było delikatnie rozmazane. Ech, dość tego leżenia. - Lysander, mógłbyś pomóc mi wstać?
- Pewnie - zgrabnie złapał mnie pod pachami i podniósł, niestety osunęłam się na nogach. - Och!
- No dobra mięśniaku, weź księżniczkę na ręce. - wyszczerzył się Michael.
Lysander posłał naszemu towarzyszowi z lekka oburzone spojrzenie, a ja kazałam mu się zamknąć. Lys wziął mnie na ręce, a ja wtuliłam się jego tors, byłam tak strasznie zmęczona.
- Spokojnie piękna, jeszcze jesteś śpiąca? Dopiero co zaliczyłaś godzinną drzemkę.
- Co? Jak to? Właściwie to co się stało? I co Lysander tutaj robi?
- No proszę, szybko się obudziłaś - wyszczerzył się Mich.
- Spacerowałem. 20 minut temu do was dołączyłem. I nie to żebyś była ciężka, ale może znajdziemy jakąś ławkę?
- Jasne. - z chwili na chwilę byłam coraz bardziej przytomna, białowłosy odłożył mnie na ławkę, a sam usiadł na jej oparciu. - Więc co właściwie się stało?
- No więc gadaliśmy sobie i nagle pojawiła się jakaś czarna dziura a ty zaczęłaś się świecić, stanęłaś między mną i tym czymś i coś czerwonego wystrzeliło Ci z dłoni, a ta dziura zmniejszala się, potem COŚ powiedziało ''kalanas'' czy jakoś tak, znaczy nie coś, a Ty... tylko jakby nie swoim głosem. W każdym razie to było super! No, a potem padłaś jak kłoda. - skończył nieco zgaszony.
- Faktycznie super. - wtrącił Lysander. Tak, nie można się spodziewać, że taka sytuacja zmieni jego podejście do tego połączenia światów.
Westchnęłam, zaczęłam łączyć wątki.
- Pamiętam to trochę inaczej, ale mniejsza.
- Mniejsza? Dziewczyno! Wiesz co w tej chwili znajduje się za Twoimi plecami? - odruchowo się odwróciłam.
- E, las?
- Prawie, Milion kolorowych światełek i jeśli zaraz w nie nie wejdę to oszaleje! - był szczęśliwy, w sumie nie wiem dlaczego wcześniej tego nie zauważyłam. Z chłopaka za którym podążało piekło i który czuł się jak śmieć, stał się szczęśliwy, żartował, uśmiechał się. Dobrze było to widzieć. Coś sobie uświadomiłam.
- Mówiłeś, że użyłam jakiegoś dziwnego słowa? - przytaknął. - ale ja powiedziałam ''zbawiony'', pamiętam.
- Zbawiłaś go? - prychnął nasz niedowiarek.
- Najwyraźniej. - uśmiechnął się Mich nie zważając na jego kpiący ton. - Dziękuje Demi, jesteś naprawdę niezwykłą dziewczyną. - na jego twarzy malowała się wdzięczność z radością i nutką smutku. - Dziękuje. - powtórzył.
- Naprawdę nie ma za co, trzymaj się.
***
Mich wszedł w światło. Ja mimo bólu głowy czułam się świetnie, do tej pory nie zdawałam sobie sprawy jak świetnie jest pomagać, no...w innych sprawach niż problemy sercowe znajomych.
Wracaliśmy już do domu, mimo że upierałam się iż dam radę iść o własnych siłach Lysander nie chciał tego słuchać i wziął mnie na ręce, jednak przez drogę żadne z nas się nie odezwało, zerkałam na niego co jakiś czas, wpatrywał się przed Siebie i był bardzo zamyślony.
- Rozumiem, że odniesienie do domu mam traktować jako wynagrodzenie za wcześniejsze słowa? - spróbowałam jakoś zacząć rozmowę, Lys prawie się uśmiechnął, prawie.
- Skoro o tym wspominasz, chciałbym cię z całego serca przeprosić, zwykle się tak nie zachowuje.
- Czyli jednak nie mam spieprzać? - uśmiechnęłam się delikatnie, ale on chyba nieco poważniej traktował ten temat i nie odpowiedział mi tym samym.
- Skądże. - westchnął. - ta sytuacja mnie przerasta...
- I o tym tak teraz myślisz?
- Poniekąd. Wiesz, ciężko tak nagle zmienić swoje życie i mimo sympatii do Ciebie nie zamierzam go zmieniać. - wywróciłam oczami, jednak tego nie zauważył, kontynuował. - no, przynajmniej nie w najbliższym czasie. Chce być normalny... mimo, że nie jestem, przy czym szanuje twój wybór, nie uważam cię za gorszą, wręcz przeciwnie. Jesteś silniejsza niż ja, poświęcasz się dla innych, a ja tak nie umiem. - spojrzał na mnie i przez jego twarz w końcu przebiegł cień uśmiechu. - Można powiedzieć, że cię podziwiam panno Crystal Waters.
- Rozumiem. - po części skłamałam, nie rozumiałam jak można być tak nieczułym na nieszczęście innych, cóż, być może to ja jestem zbyt empatyczną osobą, w każdym razie: on szanował moją postawę więc ja powinnam uszanować jego.
Nie spostrzegłam się nawet, że już byliśmy pod moim domem, Lysander ostrożnie postawił mnie na chodniku.
- To co rozejm? - uśmiechnął się nieco pewniej wyciągając do mnie rękę.
- Żartujesz? Na kolana. - zaśmiałam się widząc tego wytrzeszcz i delikatne oburzenie. - Żartuje. Przystaje na rozejm. - przytuliłam go, a ten niepewnie odpowiedział na uścisk.
- Cieszę się, w takim razie do zobaczenia jutro.
- Do zobaczenia.
***
- Serio? Lysander? Już miałam Ci dać wykład że nie wracasz do domu, a tu taka niespodzianka! - mówiła uradowana Irys.
Nawet na nią nie spojrzałam, zdjęłam buty i ruszyłam na schody.
- Nie wiem o czym mówisz.
- Nie? - ruszyła za mną - no wiesz mnie koledzy nie noszą do domu na rękach!
- A Ty co? Osiedlowy monitoring? Z resztą, widocznie nie masz za dobrych znajomych.
Przystałyśmy na schodzach, rudowłosa się oburzyła.
- Akurat wyglądałam przez okno! A kolegów mam tych samych co Ty.
Ruszyłam dalej, ale z czymś się zderzyłam.
- O jezu Demi! - tym czymś był Armin, podał mi rękę i podniósł z podłogi na której oczywiście jak przystało na sierotę wylądowałam. - Wszystko okej?
- Nie martw się, u niej wszystko w porządku, znalazła sobie faceta. - wtrąciła się Irys na nowo uśmiechnięta.
- Ach tak? - jej chłopak przeszył mnie spojrzeniem i lekko się uśmiechnął.
- Ach nie! Źle się poczułam gdy byłam w parku i wpadłam na Lysandra i postanowił zanieść mnie do domu, a teraz gołąbki zajmijcie się sobą, bo chcę się umyć i pójść spać.
- o 20? - spytała kuzynka.
- Tak, o 20. - warknęłam i poszłam do swojego pokoju.
Może byłam nieco za ostra, ale ten dzień przyniósł mi wystarczająco wrażeń i nie miałam ochoty na rozmowę, marzyłam tylko o łóżku. Tak więc poszłam się umyć i położyłam do łóżka w krótkiej bluzeczce i spodenkach w panterkę.
***
Zegarek w pokoju wskazywał godzinę 21:30, leżałam w łóżku przeglądając facebook'a, gdy nagle w pokoju pojawił się Armin.
- Co słychać?
- Nic szczególnego, a Ty co? Zostajesz na noc?
- Wyganiasz mnie? - uśmiechnął się, odwzajemniłam uśmiech i poklepałam miejsce obok mnie na łóżku.
- No nie stój tak w drzwiach.
- Okej tygrysico. - wyszczerzył się
- To pantera cwaniaku. - zrobiło mi się głupio, w końcu nie miałam na sobie bielizny, a chłopak mojej kuzynki siedział ze mną na łóżku, postanowiłam zmienić temat. - Co robi Irys?
- Poszła się myć, a odpowiadając na poprzednie pytanie, owszem: zostanę na noc.
- W porządku. - poczochrałam go po włosach - tylko grzecznie tam dzieci w nocy.
- Dobrze mamo. - wymieniliśmy uśmiechy. - Słuchaj, to co w końcu z tym Lysandrem?
- Tak jak mówiłam, just friends. Czemu pytasz?
- Ciekawość. - zgarnął kosmyk włosów opadający mi na twarz i założył mi go za ucho. - Nie chce być z Irys. - spojrzałam na niego zdumiona - Wypiłem na dużo na domówce i się ze sobą przespaliśmy, a wiem że jest we mnie zakochana, głupio mi było powiedzieć ''sory mała, to była jednorazowa przygoda''. I co? Jestem w związku z przymusu.
- Wyglądacie na szczęśliwych. - powiedziałam odkładając laptopa.
- To moja przyjaciółka. - złapał mnie za rękę. - Nie jest mi źle w jej towarzystwie, ale to nie miłość. - nasze spojrzenia się spotkały, poczułam potrzebę... rzucenia się na niego. - Z Tobą chcę być. - wyznał i wpił się w moje usta.
Przycisnęłam go do Siebie oddając pocałunek tak namiętnie jak tylko potrafiłam. Oderwaliśmy się od Siebie na chwilę, nie wiem jakim cudem ale on leżał, a ja na nim siedziałam.
- Armin my nie..
- Cicho bądź.
Złapał mnie za pośladek kontynuując pocałunek, w odpowiedzi zadziornie przygryzłam mu wargę, otwierając oczy, nasze spojrzenia się skrzyżowały, a oczy były przepełnione pożądaniem.
- Właśnie tak. - mruknął zadowolony wkładając mi ręce pod koszulkę podczas gdy ja błądziłam palcem od jego szyi po ucho.
- D-Demi... Armin. - odskoczyliśmy od Siebie jak poparzeni. - Jak mogliście? - ledwo powstrzymywała łzy.
- Irys to nie tak!
- Nie tak? Chcesz powiedzieć, że właśnie nie chciałaś uprawiać seksu z moim facetem? - spojrzała na niego z odrazą. - Moim byłym facetem.
Co miałam powiedzieć? To było DOKŁADNIE tak.
- Przepraszam. - bąknęłam.
- Wywłoka. - spojrzałam na nią, trzymała w rękach pistolet, mierzyła do mnie.
- NIE! - krzyknął Armin, ale Irys już oddała strzał.
Usiadłam na łóżku cała roztrzęsiona, wzięłam do ręki telefon, była 3:27.
- Co za sen. - rzuciłam i padłam ciężko na poduszkę nie mogąc zasnąć przez następne 20 minut.
***
Siedziałam na dziedzińcu, patrząc jak kolejne osoby wchodzą do szkoły, moją uwagę przykuł Kentin z tą swoją Rachel, widział mnie lecz nawet nie wysilił się na uśmiech. Poczułam się urażona, chyba będzie trzeba z nim porozmawiać, to bolało. Podczas gdy niegdyś byliśmy niemalże nierozłączni teraz niemal świętem było wspólne spędzanie czasu. Teraz ze szkoły wyszła Irys z Arminem, który w rzeczywistości spał we własnym domu, a ja zrobiłam się cała czerwona na samą myśl o dzisiejszym śnie, ale postanowiłam zachowywać się normalnie.
- Co tam pysiaczki?
- A pysiaczkujemy sobie. - wyszczerzyła się rudowłosa.
- I zapewne chcecie popysiaczkować dalej? Zwalniam wam ławkę i idę do szkoły. - uśmiechnęłam się i pędem ruszyłam z miejsca zanim zdążyli cokolwiek powiedzieć, za sobą usłyszałam jedynie jak Armin spytał '' co z nią? ''
Weszłam do klasy, mając nadzieje, że nikogo tam nie zastanę, myliłam się, na końcu klasy stał Kastiel i patrzył się przez okno, ale w sumie nie przeszkadzało mi to, zerknął na mnie z ukosa.
- Przeszkadzam? - spytałam.
- Odrobinę. - odpowiedział spokojnie. Pokierowałam się w stronę wyjścia. - Zostań.
- Czuję się jak podczas pierwszego dnia naszej znajomości. Znów rozdwojenie jaźni? - podeszłam do niego, ku mojemu zaskoczeniu ten mocno mnie przytulił, a po chwili poczułam coś mokrego na ramieniu, on płakał. - Kastiel. - rzuciłam zszokowana.
- Kurwa mać. - odsunął się wycierając łzy. - Zachowuje się jak jakaś pizda.
- Nie mów tak... po-potrzebujesz porozmawiać? - spytałam z troską.
- Nie. - warknął.
- Nie? Przed chwilą płakałeś mi na ramieniu, a teraz przyjmujesz postawę nieczułego sukinsyna?
- Tak łatwiej. - teraz on zaczął kierować się ku drzwiom.
- Zmarła Ci matka i siostra. - zatrzymał się. - To oczywiste, że nie jest Ci łatwo, nie udawaj że jest w porządku. Na dłuższą mete to nie wypali.
Wykazałam się zbyt dużą bezpośredniością.
- Idę do domu. - A dopiero co przyszedł do szkoły... - Przyjdę pod szkołę po lekcjach, a ty pójdziesz ze mną.
I wyszedł, chyba moje ''nie'' nie wchodziło w grę.
Po chwili również opuściłam klasę i wpadłam na moją ulubienice, która na dzień dobry zabijała mnie wzrokiem, już chciała się coś odezwać, ale ją uprzedziłam.
- Tak, witaj Amber, mnie również miło cię widzieć, też ładnie dzisiaj wyglądasz i tak ja też uważam, że te buciki są słodkie, dziękuje! Jesteś kochana. - odwróciłam się i chciałam pójść dalej, zdałam sobie sprawę że relacje z duchami są łatwiejsze niż z ludźmi. Ledwo weszłam do szkoły a zostałam olana przez najlepszego przyjaciela, odbyłam dziwne spotkanko z chłopakiem z którym niemal odbyłam stosunek we śnie, a szkolny badass wypłakał mi się na ramieniu, no a teraz nasza szkolna księżniczka...
- Właściwie to chciałam Ci powiedzieć, że wyglądasz dzisiaj wyjątkowo paskudnie suko.
- A ja chciałbym Ci powiedzieć, że gdyby usłyszał to jakiś nauczyciel, to skończyłabyś z naganą, a ja jako gospodarz dam Ci jedynie pouczenie, siostrzyczko. - odwróciłam się, w drzwiach do pokoju gospodarza stał Nataniel uśmiechający się promiennie do siostry.
- Taki jesteś mądry? Szkoda, że nie słyszałeś co ta cudowna Demi powiedziała do mnie przed chwilą!
- Powiedziała, że miło cię widzieć, czyż nie? - dalej się uśmiechał, Amber odpuściła i oburzona wyszła ze szkoły, zaśmiałam się.
- Dzięki obrońco. - podeszłam i poczochrałam go po włosach. - Wiesz, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła? Nie za często zdarza Ci się ostatnio podsłuchiwać?
- Ależ co Ty mi zarzucasz? Po prostu znalazłem się w dobrym miejscu i o dobrym czasie. Drzwi były uchylone, a ja akurat grzebałem w szufladzie najbliżej nich.
- Winny się tłumaczy. - uśmiechnęłam się zadziornie. Zadzwonił dzwonek.
- Idziemy?
- No raczej.
Ruszyliśmy w stronę drzwi na piętro, po drodze minęłam Kentina, chciałam powiedzieć mu ''cześć'' a on znów potraktował mnie jak powietrze, tyle że powietrza nie szturchniesz barkiem, a on to zrobił... Zabolało. Nie ramię, a serce. Nataniel chciał za nim zawołać, ale powstrzymałam go ruchem ręki i powiedziałam żebyśmy szli do klasy bo Pani Rosemary nie będzie zadowolona jeśli się spóźnimy, a ten się zgodził.
Na lekcji napisałam do Kentina sms'a o treści '' co Ty odpieprzasz? '' otrzymałam odpowiedź ''na przerwie w piwnicy''. Westchnęłam.
***
Na lekcji byłam właściwie nieobecna, siedziałam z Rozalią, która coś do mnie mówiła, ale nie za bardzo docierało do mnie co, gdy zadzwonił dzwonek od razu ruszyłam w stronę piwnicy, zwykle takie miejsca są zamknięte, lecz czasem uczniowie spędzali tu przerwy, a w środku było czysto i nawet przytulnie, podobno odbywają się tu jakieś wystawy od czasu do czasu. Kentin był już na miejscu, wpatrywał się we mnie.
-No? Co masz mi do powiedzenia? - spytałam rozgoryczona.
- W sumie nie wiem...
- Weź nie żartuj, olewasz mnie, a gdy mamy porozmawiać nie masz nic do powiedzenia? To jest przyjaźń?
- W tym rzecz.
- Co?
- Właśnie w tym rzecz do cholery. Rozumiesz, że ja nie chce przyjaźni? Rozumiesz, że cię kocham do cholery?
- K-Kentin... Masz dziewczynę.
- I mam ją gdzieś rozumiesz? Mam ją po to żeby pomogła mi zapomnieć o tobie, ale się nie da. - uderzył pięścią w ścianę.
- Przestań!
- NIE PRZESTAŃ! - krzyknął. - Przyjechałem tu z tobą wiesz z jaką nadzieją? Wiesz... nikogo tu nie znamy, może się do siebie zbliżymy bez twojego byłego chłopaka w pobliżu i innych śliniących się na twój widok. A co się dzieje? Pierwsze dni szkoły, a widzę jak całujesz się z tym dupkiem, widzę w gazetce ciebie z innymi chłopakami. I znów się świetnie dogadujesz ze wszystkimi. Fantastycznie, serio... Nie chce czegoś takiego rozumiesz? Nie chce...
- Nie mów tak. - zaczęłam płakać
- Nie mogę być Twoim przyjacielem.
- Musisz być. - musiał, nawet tata przed odejściem w światło mówił, że Kentin jest moją opoką. - Nie mogę Cie stracić.
- Przepraszam. - chciał odejść, ale złapałam go za rękę i delikatnie pocałowałam w usta, był zaskoczony, ale po chwili oddał pocałunek, łapczywie i namiętnie, boże święty. Co ja robię?
