wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział. XIV.

Stałam tak już jakiś czas, jakby wbita z ziemie. W mojej głowie echem odbijały się ciągle słowa Ginny '' Ciekawe dlaczego Twój kolega do mnie nie przyszedł. ''. Czyli nie jestem w tej szkole jedyną wariatką? Ale... Kto to? Przed oczami stanęła mi dziwna wizja. Ja stojąca przy biurku nauczyciela, Kentin, Kastiel, Lysander, Armin, Alexy, Nataniel siedzieli w ławkach i przyglądali mi się w zaciekawieniem, rzuciłabym subtelnie pytanie '' No... To który z was widzi duchy? '' Obraz rozmył w chwili gdy każdy z nich prysnął niepohamowanym śmiechem. Potrząsnęłam głową, nabrałam głęboko powietrze w płuca by potem je wypuścić i powoli ruszyłam na dzieciniec, nadal rozmyślając, zatrzymałam się przy ławeczce i podniosłam wzrok ujrzałam... Kastiela, otworzyłam usta, byłam zszokowana że go widzę, po tym co zapewne już wie? Po chwili ruszyłam główką, wiedziałam że mogę skreślić go z listy ''podejrzanych''.
- Po co otwierasz tą gębuche? Mam Ci coś do niej włożyć? - odezwał się nagle wyrywając mnie z zamyśleń i uśmiechając się kpiąco. Uniosłam brwi, bezczelność, z resztą nawet w takiej sytuacji żarty się go trzymają. - Miałem na myśli batonika, nie wyobrażaj Sobie za wiele. - Pomachał mi przed nosem w połowie zjedzonym Marsem, spróbowałam się uśmiechnąć.
- Dlaczego przyszedłeś? - spytałam głupio.
- A dlaczego nie? - warknął, speszyłam się, ale odpowiedziałam kolejnym głupim pytaniem.
- Że mama nie żyje? - spytał z lekkością, ale w jego głosie wyczułam nutkę żalu i rozgoryczenia, przytaknęłam nieśmiało głową. - Wiem i co?
Nie rozumiałam jego zachowania. Jego mama i siostra nie żyją, a on się zachowuje jakby to były złote rybki, których zapomniał nakarmić, czas na głupie pytanie nr 3.
- Jak się czujesz? - fuck me.
- A jak mam się czuć idiotko? - spojrzał na mnie wydymając dziurki od nosa, a ja skrzywiłam się nieco, pytanie numer 3 wygrało wszystko... - No pomyśl dziewczynko jak to może być, stracić siostrę, albo rodzica, no wiesz jakie to kurwa uczucie? - na momencie z rodzicem nasze spojrzenia się skrzyżowały, a moje oczy się zaszkliły, spuściłam wzrok. Zrozumiał. - Wiesz... - szepnął, przez chwilę staliśmy w ciszy przez około minutę, po której rozbrzmiał dźwięk dzwonka, bez słowa ruszyłam w stronę drzwi wejściowych, Kastiel złapał mnie za rękę. - Demi...
- Puszczaj. - warknęłam.
Zachowywałam się głupio, bardzo głupio, to on jest tu poszkodowany, jednak w jakiś sposób poczułam się urażona, w tym momencie w mojej głowie znów usłyszałam słowa Ginny, tym razem inne: '' Pomożesz Kastielowi? '' Obiecałam mu pomóc, a co robię?
Stanęłam odwróciłam się w jego stronę, przyglądał mi się pustym wzrokiem, najzwyczajniej wytarłam jedną łzę, która spłynęła po moim policzku i go przytuliłam, był zdziwiony, lecz po chwili odwzajemnił uścisk.
- Przepraszam. - rzuciłam, a on pogładził  mnie po włosach. Cierpiał wiedziałam to, zgrywał twardego, tez tak robiłam przed ludźmi. Nagle usłyszeliśmy kroki, szybkie kroki. Ktoś biegł do szkoły. Odsunęłam się od Kastiela i ujrzałam Lysandra, który spojrzał na nas zaciekawiony.
- Nie wybieracie się na lekcje? - spytał przystając i ciężko dysząc, no tak! dzwonek, białowłosy ruszył do drzwi wejściowych, poszłam za jego przykładem, odwróciłam się, Kastel nie ruszył się z miejsca.
- Nie... Nie idziesz?
- Odpadam, wracam na chatę.
- To pa. Trzy-trzymaj się. - rzuciłam, bałam się że znów palnę coś głupiego, pomachałam mu i otworzyłam drzwi, a on kiwnął głową.
Ruszyłam przed Siebie lekcje miałam w sali B, Lysander właśnie wchodził, spostrzegł mnie uśmiechnął się i nie zamknął drzwi.
Weszłam i zamknęłam za Sobą drzwi przepraszając za spóźnienie, przejrzałam po twarzy każdego w klasie zanim zajęłam miejsce gdy zatrzymywałam się na twarzach chłopców, widziałam ich wybuch śmiechu w mojej wizji, uśmiechnęłam się i zajęłam miejsce obok Violetty.
Lekcja minęła dość wolno, nie miałam ochoty robić notatek szkoła była dla mnie w tej chwili niczym. Moje życie obróciło się o 180'. Na przerwie Irys przyszła  i poinformowała mnie iż po szkole idzie do pracy, po czym odeszła z Arminem, fajnie że im się ułożyło.

***

Tego dnia niewiele się odzywałam, przerwy spędziłam w samotności, tak samo jak tą przed historią, byłam nieobecna, pogrążona we własnych myślach,  wyraz mojej twarzy, gdy nauczyciel położył przede mną kartkę z nagłówkiem ''sprawdzian'' wyrażał więcej niż tysiąc słów.
- Ekstra - mruknęłam i podpisałam się w prawym górnym roku kartki dodając klase i numer z dziennika.. Byłam przy drugim zadaniu kiedy po klasie rozległ się głos chłopaka.
- Pomóż mi. - uniosłam brwi, cóż widocznie nie tylko ja się nie nauczyłam, jednak chłopak nie był zbyt dyskretny spojrzałam na profesora, jednak się nie przejął, kurde nawet nie przygotowałam ściagi! - Ja pierdziele stary. W pierwszym ''a''. - Dobrze zaznaczyłam, uśmiechnęłam się pod nosem. - Drugie ''c'' ja pomagam, też mógłbyś pomóc do kurw...
- Zakmnij się. - usłyszałam przyciszony głos Lysandra, teraz zwróciłam uwagę że nie kojarzę do kogo mógłby należeć głos tamtego chłopaka.
Odwróciłam się, spojrzenia moje i Lysandra się skrzyżowały, zaraz obok niego stał.. chłopak. Wysoki, dobrze zbudowany o kasztanowych włosach, nie miałam wątpliwości. Duch.
Rozdziabiłam buzie ze zdziwienia, chłopak mnie zauważył.
- Ty... Ty też mnie widzisz? - Ja, Lysander i owy chłopak mieliśmy identyczne miny.
- Crystal, rozumiem, że już skończyłaś pisać? - Rozległ się głos pana Smitha.
- Ja.. co?
- Proszę się odwrócić. - rzekł surowym tonem.
- Oczywiście. Przepraszam. - zmarszczyłam się i odwróciłam, nie napisałam już żadnego słowa na sprawdzianie, więc to Lysander...

***

Białowłosy wybiegł z klasy jakby go coś goniło, w sumie tak było, ja i chłopak duch, ruszyliśmy  na nim biegiem.
- Lysander! - nie odwrócił się. - Lysander! - krzyknęłam ponownie, nie odwócił się, brnął przed Siebie zbliżył się do drzwi wyjściowych, wybiegłam ze szkoły za nim chwyciłam go za ramię i wepchnęłam do klubu ogrodników. - Lysander Brown! Do cholery mówie do Ciebie!
- No co takiego masz mi do powiedzenia, co? - w sumie, co mam do powiedzenia?
- Dla-dlaczego nie powiedziałeś, że widzisz duchy?
W tym momencie wybuchnął śmiechem, ja pierdziele powinnam dostać jakąś nagrodę za te pytania.
- No dobra zrozumiałam. - mruknęłam - Dlaczego nie pomogłeś Ginny?
- Dlaczego nie pomogłem? Jestem już wystarczającym czubkiem. Dziewczyno widzę martwych ludzi! To brzmi jak jakiś tani horror! Mam do nich jeszcze podchodzić i z nimi gadać? Zmysły postradałaś?
Uniosłam brwi.
- Jakbyś do cholery nie zauważył nie jesteś tu jedyną osobą która widzi duchy! Postradałam zmysły, tak i co?! Trzeba im pomagać! One po to tutaj są. - warknęłam.
- No więc właśnie. - nagle przed nami pojawił się chłopak którego widziałam w klasie. Lysander wywrócił oczami i skrzyżował ręce na piersi a ja spojrzałam na niego zaciekawiona. - Miło mi. Michael jestem. - wyszczerzył i wyciągnął nam ręke jak na przywitanie.
Wymieniliśmy z białowłosym spojrzenia.
- To jest całkiem normalne nie? - spytał z ironią w głosie.

______________________________________
No więc tak nie bądźcie zbytnio surowe, powrót do pisania po takim okresie jest ciężki. Jednak prosiłabym każdą osobę o komentarz. Serio! W ankiecie głosowały 62 osoby! No i przepraszam, że rozdział taki krótki.
Zapewne niektórzy z was wiedzą o jakiego Michela chodzi ( Ci którzy czytali opowiadanie Belli :3 )
Mam pomysły na kilka następnych rozdziałów, ale to tylko taki mały fragment do każdego rozdziału, tak więc będę musiała kombinować, jutro zacznę pisać. Udanych wakacji życzę <3

niedziela, 6 lipca 2014

No heeeeej

Wiecie co to może znaczyć? ;)
Widzimy się jutro. :D
Dziękuje wszystkim, a najbardziej Alice za motywacje <3