Mimo tego, że nie jestem zadowolona z rozdziału, proszę o komentarze. W ankiecie 73? osoby zaznaczyły, że będą czytać bloga. Każdy może dać reakcje, albo napisać anonimowy komentarz, prawda? No, dziękuje za uwagę. xD
______________________________
- Więc... Twój brat wyjechał, poszedłeś na imprezę,nawaliłeś się czy co tam, próbowałeś zgwałcić jego dziewczynę...
- Nie wiedziałem, że to ona!
- A ona cię zabiła. - dokończyłam nie zwracając uwagi na to, że mi przerwał. - Lysander tak jak podczas opowieści Michaela. Siedział zapatrzony w jakiś punkt przed Sobą. - Czego od nas oczekujesz? - spytałam, Lys nieznacznie zmarszczył czoło.
- Chcę porozmawiać z Ann. Za waszym pośrednictwem oczywiście. Źle z nią, ja.. ja muszę ją przeprosić, cokolwiek. To wrak człowieka...i to moja wina.
Spuściłam wzrok, chciałam pomóc i nie chodziło o Michaela, tylko o tą dziewczynę, wiele przeszła, nie wyobrażałam sobie, jak musiała się czuć.
- Jasne. - rzuciłam i uśmiechnęłam się blado. Lysander wstał i bez słowa ruszył przed Siebie. - Daj nam chwilę.
Michael skinął głową, a ja pobiegłam za białowłosym. Lysander wyszedł poza teren szkoły, wyprzedziłam go, jednak się nie zatrzymał, zdenerwowana pokręciłam głową, szłam tyłem, ten nawet nie zwolnił.
- No? O co chodzi? - spytałam wyraźnie zirytowana.
- O wszystko, jasne?! Mam rzucić wszystko i jechać szukać jakiejś dziewczyny, żeby zrobić z siebie czubka? o kur.. '' hej! kojarzysz Michaela? Tak, tego którego zabiłaś, brat twojego chłopaka, prawda? no to widziałem jego ducha, nie chciał Cię zabić, był naćpany, napalony, podpity czy co tam, lepiej ci? '' - posłał mi wymowne, a zarazem rozwścieczone spojrzenie.
- To wszystko? Tym jest dla ciebie cała ta historia? Wyobrażasz sobie co ona musi czuć? Opuścił ją chłopak, potem...
- Spieprzaj! - krzyknął i oboje się zatrzymaliśmy, właściwie to wryło mnie ziemie. - Po prostu spieprzaj, rozumiesz? Od dziecka widzę duchy, a teraz twój tata, Ginny.. olewałem to i będę to olewać. Myślisz, że możesz tak po prostu wejść w moje życie i mącić? Nie dziewczyno! Po prostu nie! Nie wzruszają mnie ich historyjki, oni nie żyją. I tyle. Nie oczekuj do cholery, że nagle zmienię swoje życie i zajmę się ratowaniem rozżalonych umarłych duszyczek? - ruszył dalej, mijając mnie rzucił jeszcze. - Pieprzyć to.
Oczy zaszły mi łzami. Dawno nikt bliski tak się do mnie nie odzywał. Jak on może na to patrzeć z tej strony? '' Nie wzruszają mnie ich historyjki '' a gdyby postawił się na ich miejscu? Nie myślałam, że jest taki nieczuły, szczerze się zawiodłam, ale dobrze - mam spieprzać? nie ma sprawy.
Nagle u mego boku pojawił się Michael.
- Przykro mi.
- Przebiorę się i jedziemy do Ann. - rzuciłam i ruszyłam w kierunku domu.
***
Trzy godziny później oboje staliśmy w parku. Opierałam się o drzewo, 10 metrów ode mnie znajdowała się duża fontanna wokół której w kółeczku rozstawione były ławeczki.
- To ona. - odezwał się Michael.
Na jednej z ławek siedziała śliczna, czarnowłosa dziewczyna, jej twarz nie zdradzała żadnych emocji, pustym spojrzeniem obserwowała wodę. Westchnęłam i ruszyłam w jej kierunku. Boże, co ja mam jej powiedzieć? Jak zacząć?
Stanęłam przed nią, podniosła głowę i spojrzała mi w oczy z których wyczytałam zaciekawienie z nutką irytacji.
- Hej. - bąknęłam.
- Heej?
- Jestem Crystal i ten no... um... - świetnie się zaczyna.
Ann wstała i skrzyżowała ręce pod biustem.
- Czego chcesz? - warknęła. Chyba nie miała ochoty na towarzystwo, ale głowy nie dam.
- Przyszłam w sprawie Michaela.
- Mich.. co? Kim Ty jesteś?- z wyrazu jej twarzy wyczytałam, że raczej się nie zaprzyjaźnimy. Z zielonych dużych oczu którymi się we mnie wpatrywała strzelały iskierki wrogości. Zrozumiałam, że to wrażliwy temat.
- Słuchaj, tak jak mówiłam, jestem Crystal. Ja.. nie denerwuj się, ale to co teraz powiem może wydać Ci się nieco.. no bardzo dziwne i nieprawdopodobne, ale...
Prychnęła nie dając mi dokończyć.
- Co? Widzisz duchy i Michael do ciebie przyszedł?
Wyglądałam zapewne, jakby mnie spoliczkowała.
- Ja.. jak zgadłaś?
- UWAŻAJ! - usłyszałam z prawej głos Michaela. z lewej zmierzała ku mnie pięść Ann, złapałam ją i odpowiednim momencie, wtedy usiłowała kopnąć mnie w bok też prawą nogą w bok, złapałam ją i zręcznie podcięłam drugą nogę sprawiając, że dziewczyna znalazła się na ziemi. Dumnie skrzyżowałam ręce pod biustem nie zauważając, że zmieniła pozycje i zgrabnie podcięła mnie sprawiając że tym razem ja zaryłam tyłkiem o asfalt.
- Auć. - mruknęłam i po chwili padł na mnie cień czarnowłosej. - rozumiem, że nie pomożesz mi wstać?
Posłała mi zdumione spojrzenie i odwróciła się na pięcie robiąc pare kroków w kierunku ławki.
- Zaczynasz działać mi na nerwy. - serio? nie zauważyłam. - przychodzisz tu i zaczynasz jakąś gadkę o Michaelu. - jego imię ledwo przeszło jej przez gardło. Sam chłopak pojawił się obok i patrzył na nią z żalem. - potem wyjebałaś mnie na ziemię, nie wierze że jeszcze z tobą rozmawiam! Powinnam cię masakrować. - miło.
- Ann słuchaj... - otworzyła usta w geście zdumienia, fakt - nie przedstawiła mi się. Po chwili pokiwała głową i niemal się uśmiechnęła, niemal.
- No tak. Wiesz o Michaelu, to moje imię też.
Westchnęłam i przytaknęłam kiwnięciem głowy.
- Wiem jak to wygląda... i jak absurdalnie brzmi, ale mówię prawdę. Dzisiaj przyszedł do mnie duch twojego kolegi. - wywróciła oczami które jednak ukazywały smutek, fakt, ciężko nazwać kolegą osobe która usiłowała cię zgwałcić. - Opowiedział mi o Natanie ( jej chłopaku ) i o tym co wydarzyło się po imprezie. - nie patrzyła na mnie. - nie wiem czy mi wierzysz, nie mam żadnego interesu w oszukiwaniu cię. Od jakiegoś czasu mam jakby.. dar. duchy przychodzą do mnie prosząc o pomoc, mają jakieś sprawy, nie mogą przejść.. na drugą strone póki ich nie zakończą.
Dwie rzeczy wydarzyły się jednocześnie. Michael naprężył mięśnie twarzy i spojrzał z zakłopotaniem gdzieś w bok, a Ann wymamrotała pod nosem coś co brzmiało jak '' babcia '' ? Po czym spojrzała na mnie, z wyrazu jej twarzy wyczytałam, ból, zaciekawienie i zdumienie... Uwierzyła?
- Jak on wygląda? - wraz z tym pytaniem pierwsza łza spłynęła po jej policzku, uniosłam brwi. - ma ranę na głowie.. po cegle? jest blady? - zalała się łzami, poczułam ukucie w sercu, potrząsnęłam głową.
- Nie jest blady, wygląda normalnie. - powiedziałam cicho. Ann uśmiechnęła się przez łzy i wytarła lewy policzek zewnętrzną częścią dłoni.
- Przystojniak, co? - spytała mnie, chyba próbując zatrzeć to pierwsze wrażenie, uśmiechnęłam się delikatnie, dziewczyna usiadła. - ciągle go widzę.. mam go przed oczami takiego jak podczas identyfikacji zwłok, wiesz? I myśl, że to ja mu to zrobiłam. Nie mogę z tym żyć...
- Och Ann.. - Michael usiadł obok niej i położył dłoń na jej ramieniu, wzdrygnęła się i spojrzała na mnie lekko zaniepokojona.
- To on? - przytaknęłam. - Michael... Ty kretynie. - oboje się uśmiechnęli. - Dlaczego to zrobiłeś? Nawet nie wiem kto bardziej zawinił, mogło się obejść bez zabijania. - ukryła twarz w dłoniach i westchnęła przeciągle.
- Powiedz... - zwrócił się do mnie nie spuszczając z niej wzroku, że gdyby nie ja, to ona by zginęła.. i że ciesze się, że tak wyszło.
- Mówi, że cieszy się, że tak wyszło, bo gdyby nie jego śmierć, to ciebie by tu nie było. - chciała coś powiedzieć, ale uciszyłam ją gestem ręki, nie wyglądała na zadowoloną, ale ustąpiła, Michael kontynuował.
- A może nawet gdybyśmy oboje żyli, możliwe że uratowała inną dziewczynę. Wpadłem w to chujostwo, zacząłem ćpać. - spuściłam głowę, Ann spytała co się stało, nie odpowiedziałam, wywróciła zniecierpliwiona oczami, ale zrozumiała. - nikt, o tym nie wiedział, no.. prawie. Z resztą nie ważne. Już wysłałem paru gości do szpitala, może głupio to zabrzmi, ale chyba zasługiwałem na śmierć. Z resztą widząc to co zrobiłem Ann, jak ona się zachowuje... jezu Ann przepraszam. Błagam, wybacz mi... ja.. tak bym chciał żebyś żebyś zaczęła na nowo żyć. Niech obieca...
Przekazałam.
- Czy Natan też w to wpadł? - kiwała się niespokojnie w przód i w tył,a po jej policzkach spływały nowe krople łez. - Wróci do mnie? - Mich uśmiechnął się delikatnie, wysłuchałam odpowiedzi.
- Nie musisz się martwić. Tylko tyle mogę Ci powiedzieć. Powtarzam, zacznij na nowo żyć.
Wyglądała jakby coś Sobie uświadomiła.
- Obiecuje. - Michael się uśmiechnął. - I wybaczam ci. Co prawda jestem zła, ale nie czuje takiego żalu. Ech... Kocham cię durniu.
- Ja ciebie też diablico. - zacytowałam jej jej te słowa. Uśmiechnęła się.
- Żegnaj. - mruknęła.
Przekazałam jego pożegnanie i zniknął, lecz było w tym coś dziwnego, co prawda do tej pory przeniosłam dopiero trzy duchy, ale zupełnie inaczej reagowały na światło.
- Dziękuje. - usłyszałam nieśmiały głos Ann, wstała. Uśmiechnęłam się do niej, odwzajemniła uśmiech, była lekko zakłopotana, po prostu odeszła.
***
Wracałam już do domu autobusem, gdy w pewnym momencie ujrzałam za oknem Michaela. Otworzyłam usta. Zamknęłam oczy i otworzyłam - ta, chyba mam przywidzenia.
20 minut później wysiadłam, przeszłam przez ulice na drugim przystanku siedział... tak.. Mich.
Wstał i ruszył w stronę Kusocińskiego, czyli czeka nas przechadzka po parku.
Po około kwadransie znaleźliśmy się na opuszczonym placu zabaw, czasami przychodziły tu grupki nastolatków na popijawy, albo osoby pragnące pobyć same.
- O co chodzi? Czemu nie przeszedłeś na drugą stronę? - spytałam rozglądając się by mieć pewność, czy na pewno jesteśmy sami.
- No... Wiesz co się dzieje, jak ma się przejść na tą drugą stronę?
- Nie widzisz tego? - spytałam zdziwiona, potrząsnął głową. Wyglądał na zdezorientowanego i przybitego. - Pojawia się coś w stylu światła, jest kolorowe, ładne... ? - prychnął. - nie?
- Chodzi za mną coś... złego. Bije od tego chłód, a jednocześnie, no nic od tego nie bije. Taka jakby pustka. I weź mi kurwa wytłumacz o co chodzi! - westchnął. - To chyba chcę mnie dorwać, ale nie może. Ja.. myślisz, że to piekło?
Słuchałam go cały czas nie wiedząc co myśleć, jednak ostatnie zdanie sprawiło, że przed oczami stanął mi obraz zabójcy Ginny, właściwie jego ducha, jego świdrujący wzrok, jak w ułamku sekundy pojawiła się za nim ta otchłań, pięć par rąk, a potem...
- O nie. - szepnęłam.
- Co? Mam racje tak? Właśnie to mnie czeka?
- Nie! Nie, to.. to nie możliwe. Nie jesteś... Nie zasłużyłeś na piekło, czy co to jest!
- Nie do końca się z tym zgodzę. - wydawał się z tym pogodzony, przypominał trochę skazańca idącego na ścięcie.
W wtedy poczułam chłód. Ten sam który poczułam wtedy w domku... ujrzałam za nim tą dziurę, nie wiele myśląc, złapałam go za rękę i stanęłam między nim a tym ''piekłem''. W jednej sekundzie poczułam w Sobie dziwny przypływ mocy, wystawiłam wolną rękę w stronę tej otchłani. Moja dłoń się... świeciła, a ta dziura się... kurczyła. Zerknęłam na Michaela, patrzył na Swoje ciało, a potem nasze spojrzenia się skrzyżowały, z jego twarzy wyczytałam niedowierzanie, z resztą on też się świecił, był czymś pomiędzy pomarańczowym, a żółtym zarysem człowieka, z twarzą.
- Zbawiony. - słowo to wydobyło się z mojego gardła, tak. Wydobyło. Nie ja to powiedziałam. To nawet nie był mój głos!
Nagle chłód ustał, a ja poczułam jakby wyparowała ze mnie cała energia.
- Czemu nic nie widzę? - tym razem to byłam ja, dalej była tylko ciemność. Z oddali słyszałam, że ktoś mnie woła...
__________________________
ta.

Rozdział po prostu świetny, chodź za krótki ;[
OdpowiedzUsuńAlbo mi się wydaje, albo wyszłaś trochę z wprawy. Widać, że piszesz trochę inaczej (nie gorzej, żeby nie było, tylko inaczej), no chyba, że mi się po prostu wydaje. Nie wiem...
Dlaczego nienawidzisz tego rozdziału? Pojebało cię? Jest superowo-zajebisto-wspaniało-fantastyczno-niesamowity *.* Więc mi tu kitu nie wciskaj, ok? No.
Sorki, że tak krótko, ale za bardzo nie mam czasu. Następnym razem bardziej się rozpiszę, obiecuję :) Weny i do następnego ;d
No wiem że inaczej. Jakoś poważniej? Może z wiekiem mi się zmieniło, albo o przez ten brak weny. I może przez to mi się wydaje, że jakaś beznadzieja. ( w zeszycie a4, zajął mi 9 stron i myśle no w koncu coś długiego dodam a tu.. no xD )
UsuńI dziękuje. :3
HMMM... Tylko Nie mów, że poszłaś w ślady Marcelii!
OdpowiedzUsuńWołał Ją Kas :D Chyba... A Mich nadal żyje. I DEMI NIE STRACIŁA WZROKU, WĄTROBY I BÓG WIE CZEGO JESZCZE.
~~Uzumaki Naruto~ (Mam wiele Imion.)
haha, spokojnie ^^
UsuńJjjjjjjjjjjjjjjeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeesssssssssssssssstttttttttttttt ^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^.^
OdpowiedzUsuńMiał być przedwczoraj :( No dobra wybaczam, bo masz dobre usprawiedliwienie ;) Wiem co to jak net odwala i nie działa :(
Rozdział super!!! Styl pisania nieco się zmienił, ale nadal jest świetny :D
Troszkę krótki, ale mam dziś dobry dzień więc wybaczam i rozumiem, bo miałaś ponad miesięczną przerwę w pisaniu :)
Reakcja Lyśka mnie MEGA zaskoczyła O.O Może jakiś diabeł go opętał, że zrobił się taki niemiły dla Crystal.
dziękuje :3
Usuńwcale nie był taki zły ;) ja tu czekam na nexta xd pisiaj! pisiaj! ale szybko <3
OdpowiedzUsuńKosmos! *.*
OdpowiedzUsuńTwoje opowiadanie jest cudne. ♥
Nie chcę, żeby Lysio był taki -.- On przecież jest dobry prawda ?
On musi pomagać, on jest przecież taki kochany ... ;3
No weź nie bądź taka niech on sobie wszystko przemyśli. Może będą razem zwalczać zło. Oby, bo ja bardzo chcę, żeby był taki dobry. ♥
http://chlopaczki-z-amorisa.blogspot.com/ zapraszam do mnie!