środa, 5 lutego 2014

Rozdział XIII.

Odwróciłam się, samochodu nie było jeszcze widać, wymieniałam z Ginny porozumiewawcze spojrzenia i pobiegłyśmy za tylną ściane domku, chciałam się oprzeć, ale nie było takiej możliwości, wszędzie walało pełno desek, pni i drewna, prawdopodobnie na opał, usłyszałam zamykane drzwi samochodu i ogarnęła mnie panika, mój oddech stał się płytszy, a serce waliło jak szalone. Zauważyłam, że nie ma koło mnie Ginny, zaczęłam się nerwowo rozglądać, cholera! Wcięło ją!
Zamknęłam oczy, przełknęłam ślinę i nabrałam głęboko powietrza w płuca... Podeszłam do skraju ściany, odgarnęłam włosy i wyjrzałam zza niej. Jakieś z 10 metrów ode mnie stał duży srebrny dżip, rozmawiało przy nim 4 wysokich umięśnionych mężczyzn i... Ginny, mówiła coś, ale jej nie słyszałam po chwili mnie zauważyła a ja spojrzałam na nią groźnie i kiwnęłam głową by do mnie przyszła, wróciłam w ' bezpieczne ' miejsce, kiedy dziewczynka zmaterializowała się przede mną.
- Demi to oni! - krzyknęła trochę podekscytowana.
- Świetnie! A po jakiego grzyba tam poszłaś? - spytałam szeptem. - Liczyłaś, że cudem Cię usłyszą i grzecznie zaprowadzą do mamy? Albo, że mnie zauważą, jak będę cię szukać? Żeby mnie też za... - przerwałam i nieznacznie się skrzywiłam. - Przepraszam. - bąknęłam i spojrzałam na nią spode łba, ta wpatrzona była w jakiś punkt nade mną, stałyśmy tak chwilę w milczeniu wsłuchując się w rechot morderców Ginny.
- Co robimy? - odezwała się nagle nieśmiało, spojrzałam na nią, a ta uśmiechnęła się blado, westchnęłam i wyjęłam telefon, na szczęście miałam zasięg, wybrałam 997 i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Komenda miejska policji w... - skądś znam ten głos.
- Margaret? - spytałam cicho.
- Co? Eeee, Crystal?
- Tak, to ja. Słuchaj, nie pytaj skąd, jak, dlaczego, ale jestem przy jakimś domku, niedaleko ulicy mm... Perla! Perla 39, ten adres widziałam zanim wbiegłam do lasku. Błagam przyślij tu jak najszybciej kilka radiowozów, to tu zabili Ginny, niestety nie wiem co z jej mamą, błagam szybko!
Rozłączyłam się i odetchnęłam mówiłam jak najszybciej umiałam, znów podeszłam do ściany i zauważyłam, że mężczyźni idą w stronę domku, spanikowana odskoczyłam.
- Co się stało? - spytała zaniepokojona Ginny.
- Nie nic, wchodzą do środka. - odpowiedziałam, usiadłam i podsunęłam kolana pod brodę. - A teraz czekamy na policje. - uśmiechnęłam się do niej blado.
- A może tu wejdę i zobaczę czy mama jest w środku? - spytała z nadzieją.
- Ja.. Jeśli jest to chyba ją usłyszymy nie? - ta spojrzała na mnie przestraszona, tak Demi mów dziecku, że zaraz usłyszy, a może nawet zobaczy jak torturują jej matkę. - To znaczy.. Ech no wiesz... Albo nie wiesz. - walnęłam czołem o kolana. - Już się nie odzywam. - mruknęłam zrezygnowana, poczułam jak Ginny siada obok mnie, prawdopodobnie dotknęła moich pleców, bo aż się wzdrygnęłam.
- Nie jestem zła, chyba cię nawet rozumiem. - spojrzałam na nią, a ta uśmiechnęła się pocieszająco. - Dziękuje, że mi pomagasz. - do moich oczu napłynęły łzy, była taka kochana, taka dojrzała psychicznie, taka śliczna, taka młoda, a jej już tak naprawdę nie ma i nie będzie, nikt nie usłyszy jej głosu, jej radosnego uśmiechu, nie zobaczy jej pięknych oczek, przecież jeszcze tyle mogła w życiu osiągnąć... Jedna łza spłynęła po moim policzku, czułam nienawiść, nienawiść do mężczyzn w środku, to oni powinni cierpieć, jak siostra i mama Kastiela, boże jak on Sobie z tym radzi…?
Ledwo się zorientowałam, a byłam już cała we łzach, pozbyłam się ich wewnętrzną częścią dłoni i westchnęłam, spojrzałam na zegarek, 5 minut temu zadzwoniłam na policję ostatnio uwinęli się dość szybko, pozostaje czekać, schowałam ręce do kieszeni i uśmiechnęłam się niepewnie do mojej towarzyszki...
Siedziałyśmy tak już 15 minut, byłam głodna, przemarznięta i zmęczona z środka nie było nic słychać, no może co jakiś czas jakieś postukiwania, ziewnęłam i nagle usłyszałam gruby męski głos, jakby stał za mną, odwróciłam się, a to szok - deska i ściana.
- Chyba czas trochę tu nagrzać.
- To idź po deski, ja się w tą zimnice nie ruszam!
- Zaraz tu cwelu będzie taka sama, jak tam nie wyjdziesz.
Jego rozmówca prychnął.
- Kondzio!
- Co jest? - rozległ się niesłyszany dotąd głos.
- Rusz jajka po drewno.
- A nie mamy jakiegoś ciała do spalenia? - spytał rozbawiony, a ja otworzyłam buzię ze zdziwienia.
- Jakieś się znajdzie, ale Ty wystarczająco tu śmierdzisz. - odrzekł mu jeden i dwójka ryknęła śmiechem.
- No dobra pójdę. - odezwał się ''Kondzio''
Siedziałam tak chwile, aż coś Sobie uświadominał - cholera idzie tu! spojrzałam z przerażaniem na Ginny, a najgorsze było to, że nie wiedziałam z której strony przyjdzie, zerwałam się na równe nogi. Myśli Demi! Myśl! Złapałam się za głowę i spojrzałam na Ginny.
- Z-zobacz czy idzie z prawej. - szepnęłam zdenerwowana, po chwili Ginny stanęła gdzie miała i pokiwała przecząco głową, ruszyłam na palcach w jej kierunku , byłam już przy ścianie gdy usłyszałyśmy trzask drzwi, kurwa! - dopiero wyszedł.
- Jednak idzie z tej! - krzyknęła, a ja spojrzałam na nią przerażona i ruszyłam biegiem w drugą stronę, potknęłam się o kłodę, upadłam i ręką przewróciłam jakąś belkę, wstałam i schowałam się szybko przy ścianie, oczywiście były tam okna, więc musiałam się położyć.
- Co do cholery... - usłyszałam mężczyznę, no wytłumacz Sobie że szopy!
Na szczęście do drążył tematu słyszałam jak zbiera kilka kawałków drewna, nagle Ginny stanęła na przeciw mnie, przykucnęłam.
- Będzie wracał tędy! - krzyknęła z histerią. Że co?!
Jak piesek pędem ruszyłam w stronę ściany gdzie znajdowało się wejście, stanęłam i zobaczyłam, że klamka się ruszyła, ruszyłam biegiem za kolejną ścianę, tuż przy rogu drzwi się otworzyły, a ja zaplątałam się o własne nogi i wywaliłam uderzając w ścianę.
- Co tak długo? - usłyszałam kpiący głos mężczyzny.
- Stary słyszałeś to? - panikowałam, dochodziłam już do ściany z deskami.
- Co?
- No coś walnęło i wcześniej tam przy deskach...
- Popadasz w paranoje koleś - no i oczywiście na moje nieszczęście potknęłam się, a kawałek drewna który z hukiem upadł na ziemie
-Cholera. – mruknęłam.
- Albo i nie..
Idą. Zaczęłam się znów czołgać, ale brakło mi sił na cokolwiek, stanęłam po środku ściany, a oczy nabiegły mi łzami, nagle z jednej strony pojawił się jeden a z drugiej drugi, uśmiechnęli się do Siebie szyderczo, a ja bez celu zrobiłam krok w tył, w tym samym momencie oni wykonali krok do przodu.
- ZOSTAWCIE JĄ!!! - zobaczyłam przed Sobą Ginny, a kilka desek upadło na ziemie, wyobrażałam Sobie że duchy mają większe możliwości…
- No i zobacz co zrobiłaś, musisz nam za to zapłacić. - jeden z nich złapał mnie za łokcie.
- Najlepiej w naturze piękna. - drugi stanął z przodu, złapał mój podbródek, wygięłam plecy w łuk kopnęłam go w krok, tak że upadł na kolana, wtedy dostał z buta w twarz, drugi zdziwiony lekko rozluźnił uścisk, korzystając z jego chwili nieuwagi szybko uderzyłam go łokciem w splot słoneczny, jęknął i mnie puścił, przyjęłam pozycję wyjściową i kopnęłam go w to samo miejsce gdy się skulił złapałam go za gardło i podcięłam nogi upadł na ziemie, chciałam uciec ale złapał mnie za kostkę i upadłam.
- Puszczaj mnie potworze! - krzyknęłam.
- EJ! DAWAJCIE TU SZYBKO! - krzyknął, wtedy podszedł do nas drugi, odpowiednio chwyciłam go za nogę i upadł, przewróciłam się na plecy usiadłam i z pięści uderzyłam go w żyły więc zwolnił uścisk, wstałam i pobiegłam, prosto w objęcia nowo przybyłego mężczyzny, trzymał mnie w żelaznym uścisku.
- No puszczaj do cholery! - szarpałam się jak jakaś chora. -No już! - warknęłam. - Puszczaaaaaj! AAAAAAA! - zaczęłam piszczeć z nadzieją że to coś da, otoczyli mnie we czwórkę, byłam niemal pewna, że to mój koniec.
***

Dosłownie wrzucili mnie do domu, straciłam równowagę, ale po chwili ją odzyskałam, stałam w jakimś obskurnym zielonym przedpokoju o szerokości rozłożystości moich ramion, nagle poczułam ostry ból w okolicy krzyża i poleciałam do przodu, jeden z nich mnie kopnął... Uniknęłam kolejnego ciosu wbiegając do jakiegoś pomieszczenia. - kwadratowy pokój, szare betonowe ściany, stół i krzesło, no pełen luksus.
Znów poczułam ten ból i wpadłam na ścianę, uderzyłam w nią głową i osunęłam się po niej, chyba byłam gotowa na śmierć, nie okaże słabości, umrę z honorem. Stanęłam na równych nogach i spojrzałam po kolei na twarz każdego z oprawców. Nagle w pokoju zrobiło się jakoś jaśniej, bardziej... niebiesko? Margaret!
Mężczyźni spojrzeli przestraszeni przez okno.
- Ścierwo! Dzwoniłaś na policje?! – uśmiechnęłam się nieznacznie. - Włóżcie jej coś do gęby i schowajcie, wyjdę i powiem, że to był głupi żart nastolatek. - zarządził jeden, a tamci kiwnęli głowami.
Co? Nie ma mowy!
Rozejrzałam się obok mnie stało krzesło, rzuciłam się w jego kierunku, byli zaskoczeni, podniosłam je i już miałam w nich rzucić, ale wpadł mi do głowy lepszy pomysł, rzuciłam nim w okno, rozbiło się.
- HEJ! TUTAJ! SZYBKO! - krzyczałam ile sił w gardle.
- Ty głupia suko. - odwróciłam się, ten którego załatwiłam kopniakiem w twarz i krocze mierzył do mnie z broni, sparaliżowało mnie.
- NIE! - krzyknęła Ginny, właśnie stała między nami, broń wyleciała mu z ręki, spojrzał na mnie zszokowany, miałam z resztą podobną minę, nagle usłyszałam strzał a na czole mężczyzny pojawiła się czerwona plama, zakryłam usta dłońmi, postrzelony upadł na kolana i na twarz, koło niego pojawił się... on... Chwilę patrzył na ciało, by zaraz podnieść wzrok na mnie, serce przestało mi na chwilę bić i co teraz? Mężczyzna uśmiechnął się złowieszczo i wyprostował, w tej chwili za nim pojawiła się jakby... szara dziura, i wyszło z niej pięć par rąk, jedna złapała go za nadgarstki jeden nadgarstek, druga za drugi, trzecia i czwarta zajęły się kostkami, a piąta chwyciła go za szyje, przeszedł mnie okropny chłód, nasze spojrzenia się skrzyżowały, z jego oczu wyczytałam strach, krzyknął przeraźliwe, a ręce wciągnęły go do dziury.
Stałam w wpatrywałam się w ścianę jak zaczarowana, do pokoju wszedł jakiś policjant i spojrzał na mnie zdziwiony, musiałam być strasznie blada, wyciągnął do mnie rękę i poprowadził na zewnątrz, spostrzegłam Margaret, spojrzała na mnie z troską i przytuliła.
- Boli Cię?
- Co? - spytałam i spojrzałam na nią dziwnie.
- No głowa... – pokazała mi rękę, którą przed chwilą gładziła mnie po włosach, była zakrwawiona, wtedy dopiero poczułam, że mnie boli i sama się tam złapałam. - To chyba niewielkie rozcięcie, idź do karetki. - uśmiechnęłam się do niej niepewnie i ruszyłam we wskazanym kierunku.

***

Pojechałam do szpitala, umyłam głowę i miałam założonych kilka szwów, musiałam dokonać jeszcze kilku formalności, więc siedziałam na szpitalnym łóżku myśląc o wszystkim co się wydarzyło, a przede wszystkim o tym gdzie jest Ginny, nie widziałam jej od czasu gdy wytrąciła tamtemu broń.. I co z pozostałymi dwoma? Nie było ich gdy tamten do mnie mierzył. Z rozmyśleń wyrwał mnie odgłos otwieranych drzwi, spojrzałam w tamtym kierunku, do pomieszczenia weszła Margaret.
- Hej. - odezwała się, a ja kiwnęłam głową, usiadła na łóżku na przeciwko nic nie mówiąc, wpatrywałam się w nią, w końcu nie wytrzymałam i zaczęłam.
- Co z tymi facetami? Czy ktoś jest ranny? Co z mamą Kastiela?
- Siedzą w areszcie, przyznali się do winy, to znaczy troje, czwartego zabiłam. - skrzywiła się, a więc to ona strzeliła.. - Wszystko w porządku, próbowali uciec, ale ich złapaliśmy, jedyną ranną w sumie jesteś Ty, a co do mamy Kastiela... Znaleźliśmy ją.
- Żyje? - spytałam z nadzieją, a Margaret spuściła głowę.
- Nie. - odpowiedziała, a ja poczułam jakby upłynęła ze mnie cała energia, miałam ochotę się położyć i leżeć... i leżeć... Biedna Ginny... Biedny Kastiel... - Znaleźliśmy ją w jakiejś szafce w piwniczce. - mówiła lekko drżącym głosem.
- Przykro mi. - odpowiedziałam ze współczuciem.
- Dzięki... Wiesz po co przyszłam? - spojrzałam na nią unosząc jedną brew. - Co? Znów byłaś w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie?
Wtedy do pokoju wszedł lekarz.
- Pani Waters? - spojrzałam na niego, a ten uśmiechnął się delikatnie. - Jest pani wolna.
Skinęłam głową, wstałam i ruszyłam w stronę wyjście, w drzwiach rzuciłam tylko:
- Tak. - i wyszłam.

***

Dojechałam do domu o 21, Iris była w Swoim pokoju i słuchała muzyki pewnie nawet nie wie, że przyszłam, cóż... Niech tak zostanie. Weszłam pod prysznic, zjadłam makaron z jajkiem i położyłam się do łóżka, kiedy zadzwonił mój telefon, spojrzałam na zegarek 22.01
- Halo?
- Halo? HALO?! Gdzie Ty do cholery jesteś?! - oj Iris, Iris.
- W Swoim pokoju mośku. - zachichotałam, dziewczyna się rozłączyła i 5 sekund później otworzyły się drzwi do mojego pokoju. stała w nich Irys na jej twarzy malowało się rozgoryczenie, szok i niedowierzanie, nie wytrzymałam i wybuchnełam śmiechem.
- Ale śmieszne! Martwiłam się! Myślałam już, że znowu wylądowałaś w szpitalu!
- W sumie to się nie myliłaś. – wzruszyłam ramionami, a Irys oczy niemal wyszły z orbit. – No co? Przewróciłam się, uderzyłam głową w ścianę i no wiesz, karetka, kilka szwów, nic wielkiego. – uśmiechnęłam się do niej pocieszająco.
- Nic wielkiego! – krzyknęła wyrzucając ręce w powietrze i siadając na moim łóżku. – Przestaniesz w końcu odwalać?
- Postaram się mamo. – mruknęłam. – A teraz idę spać. Mogę?
- Podczas snu Ci chyba nic nie grozi, więc tak. – uśmiechnęłyśmy się do Siebie. – Dobranoc. – rzuciła w drzwiach.
- Branoc. – odpowiedziałam i ziewnęłam, ech… To był długi dzień.

***

Następnego dnia przyszłam do szkoły, minęła pierwsza lekcja, Kastiel nie przyszedł do szkoły. Z resztą. co się dziwić? Pewnie już wie... Po polskim wyszłam na dziedziniec zaczerpnąć świerzego powietrza, spojrzałam w stronę lasku, stała tam Ginny, pomachała do mnie nieśmiało, ruszyłam ku niej usiadłam pod drzewem.
- Wiesz już? - spytałam patrząc na nią smutno.
- Że mama nie żyje? Tak... - odpowiedziała smuszczając głowe. - A ja nadal jej nie znalazłam! - krzyknęła z histerią.
- A nie przyszło Ci na myśl, że... No nie wiem... Że wybrała się na drugą stronę?
- Poczekałaby na mnie!
- Może myślała, że tam jesteś... Stamtąd nie ma odwrotu. Jestem niemal pewna, że na Ciebie czeka.
- Objecujesz? - skinęłam głową, dziewczynka zamknęła oczy i uśmiechnęła się do Siebie, za chwile je otworzyła i z podziwem wpatrywała się w jakiś punkt obok mnie. - Mama. - szepnęła z przejęciem, a łzy napłynęły mi do oczu.
- Widzisz ją? - spytałam i zacisnęłam usta, łza spłynęła mi po policzku.
- Tak, uśmiecha się. Wyciąga do mnie rączke. - uśmiechnęła się szeroko.
- To... Idź do niej. - wstałam i otarłam łzy, a ta zrobiła krok do przodu i jeszcze spojrzała na mnie.
- Dziękuje Ci Crystal. Pomogłaś mi. Pomożesz Kastielowi? Nie chcę żeby się smucił.
- Oczywiście. - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Ciekawe dlaczego Twój kolega do mnie nie przyszedł. - zmarszczyła czoło.
- Co?
- No ten drugi! Widział mnie i nie przyszedł.
Odwróciła się w moją stronę i poślizgnęła, nieporadnie wyciągnęłam ręce przed Siebie, też jedynie przeniknęły przez prawą dłoń dziewczynki, poleciała do tyłu rozpływając się.
- Co? Nie! Czekaj... Kto... Kto Cię widział...? - wpatrywałam się zaczarowana w miejsce w którym zniknęła.

Rozdział XII.

Wyszliśmy na skraj lasu, żadne z nas się nie odzywało, oparłam się o drzewo, a Kastiel wyjął telefon i po chwili trzymał go przy uchu, rozejrzałam się w poszukiwaniu Ginny,  jednak jej nie ujrzałam, przetarłam twarz, nie mogłam pozbyć się widoku jej ciała, mała dziewczynka, tyle musiała wycierpieć, czym taka niewinna istotka mogła komuś zawinić?... Wydałam z Siebie głośne westchniecie, przede mną stanął Kastiel.
- W porządku? - spytał przyglądając mi się z troską, w tej chwili zapomniałam jaka z niego świnia, widziałam jego jasną stronę, nie był już tylko złamasem.
- Bywało lepiej, ale przeżyje. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się blado, chłopak złapał mnie za dłoń, przez chwilę wpatrywałam się w nie, po czym niepewnie przeniosłam wzrok na chłopaka, jednak miał spuszczoną głowe, no masz! Zebrało mi się na czułości! Podałam mu drugą rękę, wtedy spojrzał mi w oczy, a ja go przytuliłam. Jego dotyk koił moje nerwy, był po prostu przyjemny, jego mocny uścisk pozwalał odizolować mi się od problemów, poczułam jak odpływają wszystkie troski. Wtuliłam się w jego obojczyk, a on delikatnie gładził mnie po włosach, nie spodziewałam się czegoś takiego z jego strony, byłam niemal pewna, że nikt nie zna go z takiej strony.
- Mają refleks. - odezwał się nagle, a jego oddech przyjemnie gładził mój policzek,  zmusiłam się jedak by się od niego odsunąć, dwa wozy policji i pogotowie jechały w naszą stronę.
Zaparkowali niedaleko nas, szła do nas kobieta około trzydziestki, drobna, nie nabita, miała długie czarne włosy związane z wysokiego kucyka, rysy twarzy nadawały jej charakter  silnej i stanowczej.
- Hej Kastiel.
- Cześć Margaret. - odpowiedział, wkładając ręcę w kieszenie. To on już jest z policją na Ty?
- Mam nadzieje, że to nie jest jakiś żart. - rzuciła.
- Nie. - warknął natychmiast, obie byłyśmy zdziwione jego reakcją.
- No.. to chodźmy. - odpowiedziała zmieszana.
- Crystal. - zwrócił się do mnie Kastiel. - Prowadź. - skinęłam głową i odwróciłam się w stronę lasu, na przeciw mnie stała Ginny, wzrok miała utkwiony w Kastielu, spojrzałam na nią zdziwiona, ta odwróciła się na pięcie i ruszyła tanecznym krokiem w głąb lasu, Margaret zawołała jakiś trzech mężczyzn, poszliśmy w szóstkę, tak jak wcześniej na miejscu byliśmy po 15 minutach.
- To tu. - szepnęłam. - Za krzakiem.
Funkcjonariuszka skinęła do partnerów i razem przeszli przez roślinę, ta wydała z Siebie okrzyk zdumienia, poszliśmy z Kastielem za nimi, jego twarz mnie wyrażała żadnych emocji, za to Margaret? - szok.
- Boże przecież to...
- Ginny. - dokończył za nią Kastiel, spojrzałam na niego zdumiona, a on zamknął powieki.
- Z-znasz ją? - spytałam niepewnie, a on głęboko nabrał powietrza do płuc, nie otwierając oczu.
- To jego siostra. - poinformowała mnie Margaret z zaszkonymi oczami, znów zerknęłam Kastiela... Po jego policzku spływała łza... Spojrzałam na niego ze skruchą, jednak zaraz się uspokoiłam, nie chciałby żeby ktoś się nad nim litował, jednak pod wpływem emocji moje oczy również wypełniły się łzami po chwili pierwsza spływała mi po licu. Nie spuściłam wzroku z Kastiela, nie sądziłam, że kiedyś zobaczę go choćby smutnego. Podeszłam do chłopaka i przywarłam do niego całym ciałem, nie odwzajemnił uścisku, ale czułam, jak z chwili na chwile jego oddech się uspokaja.
- Kastiel nie płacz. Jestem tu, jestem szczęśliwa! Zobacz! - z ukosa zerknęłam na stojącą obok Ginny, kręciła się w kółko. - Crystal powiedz mu to!
Nie. Nie mogłam tego zrobić, wiedziałam, że to tylko pogorszyło by sytuacje, tym bardziej że w pobliżu jest policja, wybaczcie, wolę nie wylądować w izolatce, czy czymś takim...

***

Staliśmy przed lasem, przyniesiono nosze, zamykali Ginny w czarnym pokrowcu, Kastiel siedział na ziemi, uklękłam przed nim.
- Nie patrz na to. - zarządziłam trochę drżącym głosem i przystawiłam czoło do jego czoła łapiąc go za policzki tak by widział jedynie moje oczy.
- Ej! Co ze mną robicie! Czekam na mame! HEJ!!! - krzyczała Ginny, gdy pakowali ją do samochodu. I jak ja mam teraz pójść z nią pogadać?
- Hej. - usłyszałam za Sobą głos Margaret, wstałam i spojrzałam na nią, Kastiel poszedł w moje ślady.
- Tak?
- Pójdziesz ze mną. - poinformowała mnie.
- Czego od niej chcesz? - spytał poddenerwowany Kastiel.
- Sam wiesz jak to działa, przesłuchania i takie tam, taka moja robota, więc zapraszam. - skinęła do mnie głową i wskazała na samochód którym przyjechała, zrobiłam krok do przodu.
- Znalazła ją! Nie wystarczy? - policjantka spiorunowała go wzrokiem, a on nie pozostał jej dłużny.
- Kastiel... - zaczęła, lecz ten jej przerwał.
- Co Kastiel? Gdyby nie ona Ginny wciąż by tam leżala!
- Daj spokój. - powiedziałam dotykając jego ramienia. - To nie potrwa długo, z resztą to takie procedurki... Too... trzymaj się. - uśmiechnęłam się mało przekonywująco i poklepałam go po ramieniu, nie oderwałam jeszcze ręki gdy ujął moją dłoń, wykrzywił twarz w coś na kształt kształt uśmiechu po czym opuścił rękę wzdłuż ciała i skinął głową... Uśmiechnęłam się pod nosem, odwróciłam na pięcie i razem z Margaret podeszłam do samochodu...

***

Siedziałyśmy na komendzie, wzięli wszystkie moje dane i sprawdzili, czy nie ma mnie w kartotece, usiadłam przy biurku, a Margaret po jego drugiej stronie.
- Skąd wiedziałaś, że tam leży? - zaczęła nagle surowym tonem co sprawiło zmianę mojego nastawienia i pozycji, skrzyżowałam ręce na piersi.
- Nie wiedziałam. - odpowiedziałam spokojnie.
- Och, więc mam uwierzyć, że poszłaś na spacerek do lasu, przechodziłaś jakieś dziwne dróżki i całkowicie przypadkiem trafiłaś na jej ciało? - wywróciła oczami.
Wzruszyłam ramionami.
- Mniej więcej. - ta walnęła ręką o biurko, skrzywiłam się, oparła się na nim, a nasze twarze dzieliło 10 centymetrów.
- Słuchaj no kochanieńka, do tej pory byłam miła, ale ze mną nie wolno pogrywać, mam intujcje, a Ty jesteś podejrzana, więc albo się przyznasz, albo...
- Albo co? Wsadzicie mnie? Za nic? Za to, że znalazłam ciało dziecka? Serio? Wyglądam na zabójczynie? - krzyknęłam wyzywającym tonem.
Przez chwile wpatrywała się we mnie.
- Wiedziałaś jak tam wrócić, a byłaś tam raz, podejrzane, nie uwarzasz?
- Działałam pod wpływem emocji, szłam nie wiedząc, że idę, może to przez szok?  - pokręciłam głową. - nie umiem tego wyjaśnić. - co jak co, kłamcą byłam cakiem niezłym.
- Nie mam dowodów, że nie masz z tym nic wspólnego. - warknęła prostując się i krzyżując ręcę na piersi.
- A masz dowody, że mam? - posłała mi zdumione spojrzenie. - No co? Taka prawda. - dalej się nie odzywała. - Nie wiem czy wiesz, ale dwa tygodnie temu miałam wypadek. W piątek wybudziłam się ze śpiączki i wróciłam do domu, cały weekend nadrabiając szkolne zaległości, kiedy miałabym ją zabić? - spytałam roztrzęsiona. - No chyba, że zrobiłam to przed wypadkiem! To nie było ciało leżące około miesiąc, maksymalnie tydzień.
- Skąd to wiesz? - spytała nagle.
- Interesuje się takimi rzeczami. Jeszcze coś?
- Poszłaś Sobie na spacerek, ta?
- Tak, było ładnie, jesiennie, lubie taką pogode, a lasy wyglądają wtedy ślicznie.
Prychnęła.
- Nie ma co, masz charakterek, tak samo jak Kastiel. - niemal się uśmiechnęła, a ja nie wytrzymałam i musiałam spytać.
- Właśnie... Skąd pani go zna?
- Syn przyjaciółki, no i przysporzył nam paru problemów. - uśmiechnęłam się pod nosem, po czym spojrzałam na kobiete spode łba.
- Mogę iść?
Nagle do pokoju wszedł przystojny elegancki 25 latek ze wzrokiem utkwionym w papierach, które trzymał w prawej dłoni.
- Margaret, dzwoniliśmy do Susan, George był u niej. Ani śladu życia. - przysiadł na stoliku przy ścianie.
- A włamania? - zwróciła się do niego.
- Też nic. - wzruszył ramionami i wygiął usta w podkówkę nadal czytając, przerzucił kartke,a w trakcie tej czynności posłał mi krótkie zaciekawione spojrzenie po czym wrócił do lektury i znów się odezwał. - Jutro odbędzie się sekcja zwłok, początkowo można stwierdzić, że leżała tam z tydzień.
Margaret spojrzała na mnie z ukosa i niemal się uśmiechnęła, spojrzałam na Swoje buty i wstałam. Mężczyzna kontynuował.
- Przeszukują las.
- Dzięki Rick, jak będziesz wiedział coś jeszcze, wiesz gdzie mnie szukać. - skinął głową i wyszedł. - Ty też się możesz oddelegować. -westchnęłam i ruszyłam w stronę wyjścia. - Ale będę Cię miała na oku. - usłyszałam, przystanęłam w drzwiach uśmiechnęłam się i ruszyłam dalej.

***

Trochę czasu zajęło mi ogarnięcie jak dojść do domu. Była 17 gdy weszłam do domu, z kuchni usłyszałam głos Irys.
- Gdzie Ty byłaś?!
- Na komisariacie. - odpowiedziałam spokojnie.
- CO?! - krzyknęła zjawiając się w przed pokoju.
- No właśnie to, wiesz... Długo by opowiadać, miałam ciężki dzień. Może opowiem Ci jutro.
Nie wyglądała na zadowoloną, ale wywróciła oczami i wróciła od kuchni.
- Zjesz coś?
- Nie dzięki. Nie mam apetytu. - odpowiedziałam wchodząc po schodach, tak naprawdę byłam strasznie głodna, ale czułam że nic bym nie przełknęła.
Otworzyłam drzwi do pokoju.
- JUHU! - metr ode mnie zmaterializowała się Ginny.
- AA! - krzyknęłam i wpadłam na drzwi.
- Demi? Co jest? Wszystko w porządku?! - krzyknęła z dołu moja kuzynka.
- T-tak! Potknęłam się o własne nogi i upadłam.
W odpowiedzi usłyszałam tylko cichy chichot.
Usiadłam na łóżku, a Ginny obok mnie, nie wiedziałam co powiedzieć.
- Chcę Cię prosić o pomoc. - zaczęła, a ja spojrzałam na nia z troską. - Dobrze?
- Oczywiście.
- TEGO dnia mama zabrała mnie do przedszkola! Wiesz jak było fajnie? Bawiłyśmy się i w ogóle, a najlepsza była zabawa w kółko graniaste, wszyscy się śmiali. - uśmiechnęła się szeroko. - Jak wyszliśmy poszłam z mamą do parku, bawiłam się w kółko graniaste, a ona poszła po lody, powiedziała, żebym tam na nią czekała... No i czekałam, a ona nie wróciła, czekałam minutke, dwie, trzy, dziesieć... A jej nie było. Wtedy przyjechał samochód, jakiś miły pan powiedział, że zabierze mnie do mamusi, a gdy wsiadłam okazało się, że wcale nie był miły! Tylko udawał! Popchnął mnie, a jego kolega mnie związał, słyszałam mamusie, ale jej nie widziałam, była w innym pokoju, ciągle krzyczała, a jak ona krzyczała to ja też, a wtedy mnie bili, i łapali tu. - złapała się za szyjke. - i tu. - ręką powędrowała w okolice uda. - i tu. - posuwała po wewnętrznej jego części ku górze.
- Przestań. - poprosiłam, a pierwsza łza spłynęła mi po policzku.
- Byłam bardzo głodna i chciało mi się pić, ale nic nie dostałam, oni czasem wyjeżdżali, wtedy rozmawiałam z mamą, powiedziała, że przeprasza, że jest jej przykro, że popełniła błąd, a ja płakałam, tak bardzo płakałam, zawsze gdy przychodzili chciałam uciec, ale byłam związana, a wiesz co wtedy myślałam? Że będę jak Kastiel, on zawsze jest taki odważny! A gdybym była tak silna i duża dałabym Sobie radę! Powiedzieli, że to zaczyna być nudne, że nikt nas nie szuka, więc chcieli zrobić coś dla zabawy, ale nie chowanego...Pewnego dnia przynieśli nożyk i jak mama krzyczała, ja byłam cięta, w końcu przestała krzyczeć, była cicho, zaczęłam ją wołać, ale nie odpowiedziała, chyba się bała... o mnie... do pokoju wszedł inny i znów złapał mnie za szyjkę, to bolało! Wtedy mama krzyknęła... i... i  nie wiem co dalej. - przyznała kręcąc głową i wyginając usta w podkówkę.
Co dalej? Umarła... Nie mogłam uwierzyć w to z jaką powagą, dojrzałością i spokojem o tym mówiła pod koniec opowieści byłam już zalana łzami.
- A... W czym ja mam Ci pomóc? - spytałam roztrzęsiona ocierając łzy.
- Czekam na mamusie. Tak jak mówiła wtedy w parku! Crystal pomóż mi ją znaleźć.
- Ale.. jak? - pokręciłam zrezygnowana głową.
- Boje się iść sama. Pomóż mi, zadzwonisz po tamtą panią i...
- A... Nie możesz, no nie wiem. Przetransportować się tam gdzie jest ona. - przerwałam ją zrezygnowana.
- Ale ja nie wiem gdzie to!
- A skąd ja mam wiedzieć?
- Nie widzisz jej? - spytała z nadzieją.
- Nie. - szepnęłam i spojrzałam na nią przepraszająco. Gdybym ja ją widziała ona ją też...
- To może żyje! Proszę! Choć ze mną, może ją znajdziemy!
Zniknęła.
- CRYSTAL!
Wstałam i podeszłam do okna, stała na dole, pokiwałam do niej głową, założyłam płaszcz i zeszłam na dół.
- Irys, wychodzę. I... Nie wiem kiedy wróce. - nie czekałam na odpowiedź, wybiegłam z domu, Ginny stała na środku drogi. Podeszłam do chodnika.
- To dziwne. Z Tobą się nie boje. - uśmiechnęła się do mnie uroczo. - I... Czuje... - pokręciła zmieszana głową, chciałam spytać o co chodzi, wyciągnęłam do niej rękę, a ta zaczęła biec.
- Hej! - nie zatrzymała się biegła dalej, tak naprawdę nie wiem po co, ale biegłam za nią, pierw przez 15 minut, potem pół godziny, godzinę, w końcu padłam zmęczona na trawę, znajdywałyśmy się polance, jakieś 10 metrów od niewielkiego obskurnego domu z czerwonej cegły, Ginny stała przy oknie domostwa, wstałam i podeszłam do niej, ukucnęłam przy oknie, nic nie było widać.
- To mój pokój, tu mnie trzymali... Więc mamę. - zerknęła w prawo i pojawiła się przy będącym tam oknie, znów poszłam w jej ślady, krzesło, lampka, pożółkłe ściany, ale ani śladuj życia. Spojrzałyśmy na Siebie zrezygnowane, gdy nagle usłyszałyśmy warkot silnika.


Margaret