środa, 5 lutego 2014

Rozdział XII.

Wyszliśmy na skraj lasu, żadne z nas się nie odzywało, oparłam się o drzewo, a Kastiel wyjął telefon i po chwili trzymał go przy uchu, rozejrzałam się w poszukiwaniu Ginny,  jednak jej nie ujrzałam, przetarłam twarz, nie mogłam pozbyć się widoku jej ciała, mała dziewczynka, tyle musiała wycierpieć, czym taka niewinna istotka mogła komuś zawinić?... Wydałam z Siebie głośne westchniecie, przede mną stanął Kastiel.
- W porządku? - spytał przyglądając mi się z troską, w tej chwili zapomniałam jaka z niego świnia, widziałam jego jasną stronę, nie był już tylko złamasem.
- Bywało lepiej, ale przeżyje. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się blado, chłopak złapał mnie za dłoń, przez chwilę wpatrywałam się w nie, po czym niepewnie przeniosłam wzrok na chłopaka, jednak miał spuszczoną głowe, no masz! Zebrało mi się na czułości! Podałam mu drugą rękę, wtedy spojrzał mi w oczy, a ja go przytuliłam. Jego dotyk koił moje nerwy, był po prostu przyjemny, jego mocny uścisk pozwalał odizolować mi się od problemów, poczułam jak odpływają wszystkie troski. Wtuliłam się w jego obojczyk, a on delikatnie gładził mnie po włosach, nie spodziewałam się czegoś takiego z jego strony, byłam niemal pewna, że nikt nie zna go z takiej strony.
- Mają refleks. - odezwał się nagle, a jego oddech przyjemnie gładził mój policzek,  zmusiłam się jedak by się od niego odsunąć, dwa wozy policji i pogotowie jechały w naszą stronę.
Zaparkowali niedaleko nas, szła do nas kobieta około trzydziestki, drobna, nie nabita, miała długie czarne włosy związane z wysokiego kucyka, rysy twarzy nadawały jej charakter  silnej i stanowczej.
- Hej Kastiel.
- Cześć Margaret. - odpowiedział, wkładając ręcę w kieszenie. To on już jest z policją na Ty?
- Mam nadzieje, że to nie jest jakiś żart. - rzuciła.
- Nie. - warknął natychmiast, obie byłyśmy zdziwione jego reakcją.
- No.. to chodźmy. - odpowiedziała zmieszana.
- Crystal. - zwrócił się do mnie Kastiel. - Prowadź. - skinęłam głową i odwróciłam się w stronę lasu, na przeciw mnie stała Ginny, wzrok miała utkwiony w Kastielu, spojrzałam na nią zdziwiona, ta odwróciła się na pięcie i ruszyła tanecznym krokiem w głąb lasu, Margaret zawołała jakiś trzech mężczyzn, poszliśmy w szóstkę, tak jak wcześniej na miejscu byliśmy po 15 minutach.
- To tu. - szepnęłam. - Za krzakiem.
Funkcjonariuszka skinęła do partnerów i razem przeszli przez roślinę, ta wydała z Siebie okrzyk zdumienia, poszliśmy z Kastielem za nimi, jego twarz mnie wyrażała żadnych emocji, za to Margaret? - szok.
- Boże przecież to...
- Ginny. - dokończył za nią Kastiel, spojrzałam na niego zdumiona, a on zamknął powieki.
- Z-znasz ją? - spytałam niepewnie, a on głęboko nabrał powietrza do płuc, nie otwierając oczu.
- To jego siostra. - poinformowała mnie Margaret z zaszkonymi oczami, znów zerknęłam Kastiela... Po jego policzku spływała łza... Spojrzałam na niego ze skruchą, jednak zaraz się uspokoiłam, nie chciałby żeby ktoś się nad nim litował, jednak pod wpływem emocji moje oczy również wypełniły się łzami po chwili pierwsza spływała mi po licu. Nie spuściłam wzroku z Kastiela, nie sądziłam, że kiedyś zobaczę go choćby smutnego. Podeszłam do chłopaka i przywarłam do niego całym ciałem, nie odwzajemnił uścisku, ale czułam, jak z chwili na chwile jego oddech się uspokaja.
- Kastiel nie płacz. Jestem tu, jestem szczęśliwa! Zobacz! - z ukosa zerknęłam na stojącą obok Ginny, kręciła się w kółko. - Crystal powiedz mu to!
Nie. Nie mogłam tego zrobić, wiedziałam, że to tylko pogorszyło by sytuacje, tym bardziej że w pobliżu jest policja, wybaczcie, wolę nie wylądować w izolatce, czy czymś takim...

***

Staliśmy przed lasem, przyniesiono nosze, zamykali Ginny w czarnym pokrowcu, Kastiel siedział na ziemi, uklękłam przed nim.
- Nie patrz na to. - zarządziłam trochę drżącym głosem i przystawiłam czoło do jego czoła łapiąc go za policzki tak by widział jedynie moje oczy.
- Ej! Co ze mną robicie! Czekam na mame! HEJ!!! - krzyczała Ginny, gdy pakowali ją do samochodu. I jak ja mam teraz pójść z nią pogadać?
- Hej. - usłyszałam za Sobą głos Margaret, wstałam i spojrzałam na nią, Kastiel poszedł w moje ślady.
- Tak?
- Pójdziesz ze mną. - poinformowała mnie.
- Czego od niej chcesz? - spytał poddenerwowany Kastiel.
- Sam wiesz jak to działa, przesłuchania i takie tam, taka moja robota, więc zapraszam. - skinęła do mnie głową i wskazała na samochód którym przyjechała, zrobiłam krok do przodu.
- Znalazła ją! Nie wystarczy? - policjantka spiorunowała go wzrokiem, a on nie pozostał jej dłużny.
- Kastiel... - zaczęła, lecz ten jej przerwał.
- Co Kastiel? Gdyby nie ona Ginny wciąż by tam leżala!
- Daj spokój. - powiedziałam dotykając jego ramienia. - To nie potrwa długo, z resztą to takie procedurki... Too... trzymaj się. - uśmiechnęłam się mało przekonywująco i poklepałam go po ramieniu, nie oderwałam jeszcze ręki gdy ujął moją dłoń, wykrzywił twarz w coś na kształt kształt uśmiechu po czym opuścił rękę wzdłuż ciała i skinął głową... Uśmiechnęłam się pod nosem, odwróciłam na pięcie i razem z Margaret podeszłam do samochodu...

***

Siedziałyśmy na komendzie, wzięli wszystkie moje dane i sprawdzili, czy nie ma mnie w kartotece, usiadłam przy biurku, a Margaret po jego drugiej stronie.
- Skąd wiedziałaś, że tam leży? - zaczęła nagle surowym tonem co sprawiło zmianę mojego nastawienia i pozycji, skrzyżowałam ręce na piersi.
- Nie wiedziałam. - odpowiedziałam spokojnie.
- Och, więc mam uwierzyć, że poszłaś na spacerek do lasu, przechodziłaś jakieś dziwne dróżki i całkowicie przypadkiem trafiłaś na jej ciało? - wywróciła oczami.
Wzruszyłam ramionami.
- Mniej więcej. - ta walnęła ręką o biurko, skrzywiłam się, oparła się na nim, a nasze twarze dzieliło 10 centymetrów.
- Słuchaj no kochanieńka, do tej pory byłam miła, ale ze mną nie wolno pogrywać, mam intujcje, a Ty jesteś podejrzana, więc albo się przyznasz, albo...
- Albo co? Wsadzicie mnie? Za nic? Za to, że znalazłam ciało dziecka? Serio? Wyglądam na zabójczynie? - krzyknęłam wyzywającym tonem.
Przez chwile wpatrywała się we mnie.
- Wiedziałaś jak tam wrócić, a byłaś tam raz, podejrzane, nie uwarzasz?
- Działałam pod wpływem emocji, szłam nie wiedząc, że idę, może to przez szok?  - pokręciłam głową. - nie umiem tego wyjaśnić. - co jak co, kłamcą byłam cakiem niezłym.
- Nie mam dowodów, że nie masz z tym nic wspólnego. - warknęła prostując się i krzyżując ręcę na piersi.
- A masz dowody, że mam? - posłała mi zdumione spojrzenie. - No co? Taka prawda. - dalej się nie odzywała. - Nie wiem czy wiesz, ale dwa tygodnie temu miałam wypadek. W piątek wybudziłam się ze śpiączki i wróciłam do domu, cały weekend nadrabiając szkolne zaległości, kiedy miałabym ją zabić? - spytałam roztrzęsiona. - No chyba, że zrobiłam to przed wypadkiem! To nie było ciało leżące około miesiąc, maksymalnie tydzień.
- Skąd to wiesz? - spytała nagle.
- Interesuje się takimi rzeczami. Jeszcze coś?
- Poszłaś Sobie na spacerek, ta?
- Tak, było ładnie, jesiennie, lubie taką pogode, a lasy wyglądają wtedy ślicznie.
Prychnęła.
- Nie ma co, masz charakterek, tak samo jak Kastiel. - niemal się uśmiechnęła, a ja nie wytrzymałam i musiałam spytać.
- Właśnie... Skąd pani go zna?
- Syn przyjaciółki, no i przysporzył nam paru problemów. - uśmiechnęłam się pod nosem, po czym spojrzałam na kobiete spode łba.
- Mogę iść?
Nagle do pokoju wszedł przystojny elegancki 25 latek ze wzrokiem utkwionym w papierach, które trzymał w prawej dłoni.
- Margaret, dzwoniliśmy do Susan, George był u niej. Ani śladu życia. - przysiadł na stoliku przy ścianie.
- A włamania? - zwróciła się do niego.
- Też nic. - wzruszył ramionami i wygiął usta w podkówkę nadal czytając, przerzucił kartke,a w trakcie tej czynności posłał mi krótkie zaciekawione spojrzenie po czym wrócił do lektury i znów się odezwał. - Jutro odbędzie się sekcja zwłok, początkowo można stwierdzić, że leżała tam z tydzień.
Margaret spojrzała na mnie z ukosa i niemal się uśmiechnęła, spojrzałam na Swoje buty i wstałam. Mężczyzna kontynuował.
- Przeszukują las.
- Dzięki Rick, jak będziesz wiedział coś jeszcze, wiesz gdzie mnie szukać. - skinął głową i wyszedł. - Ty też się możesz oddelegować. -westchnęłam i ruszyłam w stronę wyjścia. - Ale będę Cię miała na oku. - usłyszałam, przystanęłam w drzwiach uśmiechnęłam się i ruszyłam dalej.

***

Trochę czasu zajęło mi ogarnięcie jak dojść do domu. Była 17 gdy weszłam do domu, z kuchni usłyszałam głos Irys.
- Gdzie Ty byłaś?!
- Na komisariacie. - odpowiedziałam spokojnie.
- CO?! - krzyknęła zjawiając się w przed pokoju.
- No właśnie to, wiesz... Długo by opowiadać, miałam ciężki dzień. Może opowiem Ci jutro.
Nie wyglądała na zadowoloną, ale wywróciła oczami i wróciła od kuchni.
- Zjesz coś?
- Nie dzięki. Nie mam apetytu. - odpowiedziałam wchodząc po schodach, tak naprawdę byłam strasznie głodna, ale czułam że nic bym nie przełknęła.
Otworzyłam drzwi do pokoju.
- JUHU! - metr ode mnie zmaterializowała się Ginny.
- AA! - krzyknęłam i wpadłam na drzwi.
- Demi? Co jest? Wszystko w porządku?! - krzyknęła z dołu moja kuzynka.
- T-tak! Potknęłam się o własne nogi i upadłam.
W odpowiedzi usłyszałam tylko cichy chichot.
Usiadłam na łóżku, a Ginny obok mnie, nie wiedziałam co powiedzieć.
- Chcę Cię prosić o pomoc. - zaczęła, a ja spojrzałam na nia z troską. - Dobrze?
- Oczywiście.
- TEGO dnia mama zabrała mnie do przedszkola! Wiesz jak było fajnie? Bawiłyśmy się i w ogóle, a najlepsza była zabawa w kółko graniaste, wszyscy się śmiali. - uśmiechnęła się szeroko. - Jak wyszliśmy poszłam z mamą do parku, bawiłam się w kółko graniaste, a ona poszła po lody, powiedziała, żebym tam na nią czekała... No i czekałam, a ona nie wróciła, czekałam minutke, dwie, trzy, dziesieć... A jej nie było. Wtedy przyjechał samochód, jakiś miły pan powiedział, że zabierze mnie do mamusi, a gdy wsiadłam okazało się, że wcale nie był miły! Tylko udawał! Popchnął mnie, a jego kolega mnie związał, słyszałam mamusie, ale jej nie widziałam, była w innym pokoju, ciągle krzyczała, a jak ona krzyczała to ja też, a wtedy mnie bili, i łapali tu. - złapała się za szyjke. - i tu. - ręką powędrowała w okolice uda. - i tu. - posuwała po wewnętrznej jego części ku górze.
- Przestań. - poprosiłam, a pierwsza łza spłynęła mi po policzku.
- Byłam bardzo głodna i chciało mi się pić, ale nic nie dostałam, oni czasem wyjeżdżali, wtedy rozmawiałam z mamą, powiedziała, że przeprasza, że jest jej przykro, że popełniła błąd, a ja płakałam, tak bardzo płakałam, zawsze gdy przychodzili chciałam uciec, ale byłam związana, a wiesz co wtedy myślałam? Że będę jak Kastiel, on zawsze jest taki odważny! A gdybym była tak silna i duża dałabym Sobie radę! Powiedzieli, że to zaczyna być nudne, że nikt nas nie szuka, więc chcieli zrobić coś dla zabawy, ale nie chowanego...Pewnego dnia przynieśli nożyk i jak mama krzyczała, ja byłam cięta, w końcu przestała krzyczeć, była cicho, zaczęłam ją wołać, ale nie odpowiedziała, chyba się bała... o mnie... do pokoju wszedł inny i znów złapał mnie za szyjkę, to bolało! Wtedy mama krzyknęła... i... i  nie wiem co dalej. - przyznała kręcąc głową i wyginając usta w podkówkę.
Co dalej? Umarła... Nie mogłam uwierzyć w to z jaką powagą, dojrzałością i spokojem o tym mówiła pod koniec opowieści byłam już zalana łzami.
- A... W czym ja mam Ci pomóc? - spytałam roztrzęsiona ocierając łzy.
- Czekam na mamusie. Tak jak mówiła wtedy w parku! Crystal pomóż mi ją znaleźć.
- Ale.. jak? - pokręciłam zrezygnowana głową.
- Boje się iść sama. Pomóż mi, zadzwonisz po tamtą panią i...
- A... Nie możesz, no nie wiem. Przetransportować się tam gdzie jest ona. - przerwałam ją zrezygnowana.
- Ale ja nie wiem gdzie to!
- A skąd ja mam wiedzieć?
- Nie widzisz jej? - spytała z nadzieją.
- Nie. - szepnęłam i spojrzałam na nią przepraszająco. Gdybym ja ją widziała ona ją też...
- To może żyje! Proszę! Choć ze mną, może ją znajdziemy!
Zniknęła.
- CRYSTAL!
Wstałam i podeszłam do okna, stała na dole, pokiwałam do niej głową, założyłam płaszcz i zeszłam na dół.
- Irys, wychodzę. I... Nie wiem kiedy wróce. - nie czekałam na odpowiedź, wybiegłam z domu, Ginny stała na środku drogi. Podeszłam do chodnika.
- To dziwne. Z Tobą się nie boje. - uśmiechnęła się do mnie uroczo. - I... Czuje... - pokręciła zmieszana głową, chciałam spytać o co chodzi, wyciągnęłam do niej rękę, a ta zaczęła biec.
- Hej! - nie zatrzymała się biegła dalej, tak naprawdę nie wiem po co, ale biegłam za nią, pierw przez 15 minut, potem pół godziny, godzinę, w końcu padłam zmęczona na trawę, znajdywałyśmy się polance, jakieś 10 metrów od niewielkiego obskurnego domu z czerwonej cegły, Ginny stała przy oknie domostwa, wstałam i podeszłam do niej, ukucnęłam przy oknie, nic nie było widać.
- To mój pokój, tu mnie trzymali... Więc mamę. - zerknęła w prawo i pojawiła się przy będącym tam oknie, znów poszłam w jej ślady, krzesło, lampka, pożółkłe ściany, ale ani śladuj życia. Spojrzałyśmy na Siebie zrezygnowane, gdy nagle usłyszałyśmy warkot silnika.


Margaret


1 komentarz:

  1. Rozumiem, że Crystal będzie pomagać zabłąkanym duszyczkom :)

    OdpowiedzUsuń