- Możesz... - zmarszczyłam czoło.
- No, bo wystarczy jedna pracownica. On nie daje Sobie rady i czasem przychodzi tam Rozalia, ale pomaga za darmo i...
- I z tylko Twojej pensji się utrzymamy? - spytałam patrząc na nią niepewnie.
- No ja będę dostawać 500 miesięcznie, od rodziców 200, to 700. - Geniusz matematyczny. - To może będziesz sprzątać gdzieś? Klatki takie bajery?
- No chyba Cię pogrzało! - krzyknęłam, a kilka ciekawskich spojrzeń powędrowało w moim kierunku.
- Oj no weź! - zrobiła słodkie oczka. - Żadna praca nie hańbi! I będziemy mogły normalnie żyć!
Wtedy pojawił się nauczyciel, otworzył drzwi do klasy, rzuciłam Irys oburzone spojrzenie, a ona wywróciła oczami, weszłam do klasy i usiadłam w ostatniej ławce, czekałam na Irys, ale obok mnie usiadła Rozalia.
- Hej. - uśmiechnęła się promiennie.
- Cześć? - pokręciłam głową z nieśmiałym uśmiechem. - Nie chce być niemiła, ale...
- Wiem, siedzisz z Irys, ale chciałam pogadać. - odpowiedziała jak gdyby nigdy nic.
- Jest lekcja. - przypomniałam jej.
- Tak, biologia. - prychnęła. - Frazowski nie jest surowym nauczycielem, a zza tych Swoich połówek nic nie widzi.
- No to o czym chcesz pogadać?
- Rozalio. - rozległ się głośny, lecz drżący głos nauczyciela, obje na niego spojrzałyśmy. - Czy mogłabyś skończyć pogaduchy?
- Mogłabym. - odpowiedziała słodkim głosikiem.
- Dzię...
- Ale nie skończę.
Uśmiechnęła się, a on wyglądał jakby przywaliła mu w twarz, kilka razy poruszył ustami niczym bulgocząca ryba, w końcu spuścił wzrok, nieznacznie pokręcił głową.
- Zapiszcie temat...
Coś mi się przypomniało, teraz ja mu przerwałam.
- Proszę pana.
Gwałtownie odwrócił się od tablicy.
- Kto to?
- Ee, ja. - ledwo powstrzymywałam się od śmiechu. - Mam dla pana kartkę do podpisania.
- A tak! Crystal, zgadza się? - uśmiechnął się delikatnie, zrobiło mi się go trochę szkoda, skinęłam głową,wstałam i podeszłam do jego biurka, nabazgrał coś we wskazanym miejscu. – A jak z materiałem?
- Szczerze mówiąc jestem trochę do przodu.
- Och, to… Staraj się za bardzo nie przeszkadzać.
Uśmiechnęłam się i wróciłam na Swoje miejsce nie patrząc na nikogo, choć czułam na Sobie ich spojrzenia, usiadłam obok białowłosej.
- To… O czym chciałaś pogadać? – spytałam półgłosem gdy nauczyciel dyktował temat.
- W co się ubierasz na wasza imprezę? – spytała entuzjastycznie. Serio? To jest ta sprawa nie cierpiąca zwłoki? Nie mogłyśmy poczekać do przerwy?
Ukradkiem spojrzałam na tablice, temat dobrze mi znany, ech, nie będę się nudzić.
- Nie wiem jeszcze. – przyznałam szczerze. – może jakaś sukienka.
- Serio? A myślałam, że nie odklejasz się od tych bluz! - powiedziała prawie na głos.
- Ciii! Co?
- Ciągle nosisz jakieś rurki i bluzy. – wywróciła oczami.
- Bo są ładne i wygodne. Źle wyglądam?
- Nie to mam na myśli. To trochę… Za mało kobiece. – westchnęłam i pokręciłam z niedowierzaniem głową. – w każdym razie sukienka, tak? Świetnie! Mam nadzieje, że nie jakaś do kostek! – spojrzała na mnie srogo, znów mówiła za głośno, przystawiłam jej palec wskazujący do ust.
- Nie, nie do kostek. Nie wiem jeszcze jaka.
- Liczę, że będzie kobieca. – uśmiechnęła się.
- Postaram się Cię nie zawieść. – odwzajemniłam uśmiech.
- No… - wygięła usta w podkówkę. – W sumie to o tym chciałam pogadać. Ale mam kilka kart w rękawie, tooo… - uśmiechnęła się szyderczo i spytała szeptem. – Gazetka?
O mój boże nie!
- Co z nią? – spytałam unosząc brwi.
- No… Nie widziałaś?
- Widziałaś. – przytaknęłam głową. – Chcesz wyjaśnień tak? Więc Amber ma jakieś problemy, Kentin to mój przyjaciel , a Kastiel… To trochę dłuższa historia.
- Mamy jeszcze 40 minut. – uśmiechnęła się zachęcająco.
Wytłumaczyłam jej co się działo w gimnazjum, o grze z Kastielem i już o kilku numerach, oczywiście pomijając to co wydarzyło się w ogrodzie.
- Myślisz, że długo tak wytrzymasz? Nie zakochasz się?
Nie widząc czemu zerknęłam szybko w stronę Armina, potem na Roze, uśmiechnęłam się blado i pokręciłam przecząco głową.
- Na razie nieźle mi idzie.
- A ktoś Ci się podoba?
- Nie, na razie. A Ty słyszałam, że masz chłopaka. – postanowiłam zgrabnie zmienić temat, Rozalia uśmiechnęła się.
- Tak, Leo. Jesteśmy razem od dwóch lat. Prowadzi sklepz ubraniami.
- Tak, to wiem.
- Och… - skwasiła się lekko. – Przykro mi, że tak wyszło z tą pracą, ale nie stać go na dwie pracownice, mam nadzieje, że..
- W porządku, rozumiem.
Wymieniłyśmy uśmiechy, rozmawiałyśmy grając w kółko i krzyżyk, okazała się całkiem fajna, zadzwonił dzwonek.
Wyszliśmy z klasy, a Amber ' niechcący ' mnie pchnęła, odwróciłam się w jej stronę z obojętną miną.
- No w chuj dojrzałe. – wywróciłam oczami. – Następnym razem podstaw mi nogę, albo rzuć skórkę od banana tak żebym się na niej poślizgnęła. – prychnęłam. – dziewczyno, ile Ty masz lat? – odeszłam jak gdyby nigdy nic, nie wiedziałam nawet kto nas słucha, weszłam do łazienki dla dziewczyn i przejrzałam się w lustrze, pobawiłam się grzywką, a włosy zarzuciłam na ramiona, po chwili do łazienki weszły Charlotte i Ling.
- Nikogo nie ma. – odezwała się Azjatka i w tej chwili do łazienki weszła Amber.
- Co Ty Sobie myślisz, hę? Nie za wysoko się cenisz? – pchnęła mnie w ramię, jeszcze nie oderwała ręki, kiedy złapałam ją za nadgarstek i delikatnie odepchnęłam w tył. – Widzisz? Kim Ty jesteś żeby mi się stawiać! Moja szkoła, moja klasa, ja tu rządze, więc nie podskakuj.
- Wooooo. – spojrzałam na nią jak na kosmitkę. – Serio? Tacy ludzie jeszcze istnieją? Myślałam, że tylko w durnych serialach Panna Madonna za dychę, zabieraj swoją świtę i cześć. – złożyłam ręce na piersi.
- Pomyśl kretynko.
- Grzeczniej – warknęłam, a ona tylko prychnęła.
- Widziałaś co zrobiłam z Natanielem? Uwierz mi, mogę zbajerować tak jeszcze trochę ludzi, a wtedy będziesz zniszczona, więc już możesz się płaszczyć.
- No już lecę. – Blondi się nie odezwała. – Tak… To ironia, o ile wiesz co to takiego.
- Masz mnie za głupią?!
- Właściwie… tak. – uśmiechnęłam się i chciałam wyjść, Charlotte zasłoniła mi drzwi. – Dziewczyno, gdybym chciała już bym wyszła. – zwróciłam się do niej. – Coś jeszcze?
Amber spojrzała na mnie ze zmrużonymi oczami.
- Taka jesteś mocna? Więc na tym Ci zależy?
- Że chcesz się klepać? Nie dzięki, nie chcę problemów.
- A ja chcę. – uśmiechnęła się.
- Nie, nie chcesz. – była zaskoczona moją odpowiedzią.
- Nie chce? A co mi szkodzi? Mój brat jest główngospodarzem szkoły, powiem, że mnie zaatakowałaś, a ja się broniłam, zgadnij co zrobi. Uwierzy mi! Więc Crystal zrobi szkole papa, a ja będę biedną pokrzywdzoną.
- Przeuroczy scenariusz. Uwzględnij w nim jeszcze Swoją wizytę w szpitalu.
- Taka pewna Siebie?
- BOŻE! – krzyknęłam. – Czy tylko mnie nudzi ta rozmowa? Tak jestem pewna Siebie, nara. – Złapałam Charlotte za ramię i odsunęłam ją od drzwi, wyszłam na korytarz, naprzeciwko mnie o szafki opierał się Nataniel wpatrywał się we mnie, spojrzałam na niego pytająco.
- Widziałem, że Amber weszła do toalety do której wcześniej wchodziłaś. – wzruszające… - Strasznie długo tam siedziałyście… - spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Było podsłuchiwać, przejrzałbyś na oczy. – syknęłam i ruszyłam w obojętnym kierunku, zastanawiałam się gdzie Kentin ma lekcje, nie myślałam za długo, ktoś uszczypnął mnie w boki, aż podskoczyłam.
- A! – odwróciłam się i zobaczyłam Kastiela. - A, to Ty.
- Też się cieszę, że Cię widzę. – uśmiechnął się czarująco, a ja wywróciłam oczami. – Słyszałem, że sapiesz się do mojej dziewczyny?
- Ech, która to nieszczęśnica? – spytałam unosząc brwi, a on znów się uśmiechnął.
- Amber.
- Zmieniam zdanie, Ty biedaku… - prychnął. – Serio z nią jesteś?
- Chciałaby.
- Co? – przekręciłam głowę.
- Amber, chciałaby. Szaleje za mną. – widział moją minę. – No serio! A myślisz, że dlaczego się Ciebie czepia?
Czy on…
- Ona się czepia mnie… - przystanęłam i spojrzałam mu w oczy. – Wierzysz mi?
- Ta. Nie wyglądasz na jakąś czepialską, a że kilka razy nas razem widziała to durnota jest zazdrosna. – prychnął. – Z resztą nigdy nie zgodzę się z panem gospodarzykiem.
- Zauważyłam, że się nie lubicie. – oblizałam spierzchnięte usta. – Właściwie… Dlaczego?
- Nie bądź taka ciekawska. – uśmiechnął się szelmowsko
i potargał mnie po włosach, zrobił kilka kroków do przodu, podczas gdy ja ciągle stałam, poprawiłam włosy.
- Kastiel. – odwrócił się. – Dzięki, że mi wierzysz. – ukazał mi delikatnie zęby w uśmiechu i wszedł do łazienki.
Za dwie minuty miał zadzwonić dzwonek, nie ma sensu szukać Kentina, weszłam na piętro, gdzie miałam mieć angielski, w przeciwieństwie do wczorajszego dnia miałam dobry humor, podeszła do mnie Irys.
- Dlaczego uśmiechasz się sama do Siebie? – spytała przyglądając mi się podejrzliwie.
- Bez powodu. – wyszczerzyłam się do niej. – Mam dobry humor.Stop… Mam dobry humor… Chociaż dzisiaj rano niemal nie straciłam nad Sobą panowania przez artykuł Peggy, pokłóciłam się z Natanielem, potem Amber, znów Nataniel… Humor poprawił mi Kastiel, słabo...- Słuchaj… W sumie to Kastiel nie może być taki zły.
- Hę? – odwróciła się w moją stronę, wcześniej wpatrywała się w Armina, który właśnie w tej chwili śmiał się z czegoś z bratem.
- Mówiłam, że Kastiel nie wydaje się taki straszny.
- O nie.. – szepnęła i spojrzała na mnie srogo.
- Ne wyobrażaj Sobie za wiele. Rozmawiałam z nim przed chwilą, jest w porządku.
- A pamiętasz czemu jest NIE w porządku?
- No coś tam było. – uśmiechnęłam się. – Lubi bawić się dziewczynami. – wywróciłam oczami, na widok jej miny. – Po prostu na razie chyba zawieszę rozgrywkę. – wzruszyłam ramionami.
Zadzwonił dzwonek, tym razem drzwi do Sali od razu się otworzyły, nauczyciel był w środku.
Polski minął dość szybko, Kastiela na nim nie było
* pik pik *
Kentin <3:
Spotkamy się zaraz na dziedzińcu, chyba, że chcesz mnie cały dzień unikać:*
Uśmiechnęłam się i ruszyłam na dziedziniec podeszłam do ławeczki, z drzewa tuż przy niej zeskoczył czerwono-włosy i uśmiechnął się szeroko. Wzięłam głęboki oddech.
- Koleś Ty chcesz żebym dostała zawału! – wytknęłam mu.
- Nie miałem tego na celu, ale w sumie czemu nie. – pchnęłam go, a on się zaśmiał. – widziałaś Lysandra?
- Pewnie jest pod salą, o ile pan wagarowicz zna plan. – uśmiechnęłam się szyderczo.
- Może jakaś podpowiedź? – zrobił słodkie oczka.
- Musisz się bardziej postarać. – wywrócił oczami. – Historia, trzecie piętro.
- Dzięki. – rzucił i ruszył do szkoły, odwróciłam się razem z nim, już szedł do mnie Kentin.
- No hej piękna. – uśmiechnął się szeroko.
- Hej przystojniaku. – odwzajemniłam uśmiech. – Co słychać?
- A nic integruje się z klasą. A u Ciebie?
- A coś. Słuchaj…
Opowiedziałam mu o tym co się działo w łazience i o kolejnej rozmowie z Natanielem.
- Ty to masz życie.
- Ta. – westchnęłam.
- Co za ludzie… A tak w ogóle, mówiłem kilku osoba w klasie o imprezie. Mogę przyjść?
- Myślę, że tak. Powiem Irys i dam Ci znać.
Pogadaliśmy o jakiś pierdołach, zadzwonił dzwonek weszłam na górę i stanęłam samotnie pod ścianą, gdy stanął przede mną Lysander.
- Hej. – uśmiechnęłam się delikatnie w odpowiedzi. – Chciałem Cię przeprosić… No wiesz…
- Nie ma za co, nie mogłeś wiedzieć.
- I tak, przepraszam… I przykro mi. – był strasznie zakłopotany.
- W porządku. – wymieniliśmy mało przekonujące uśmiechy gdy pojawił się nauczyciel.
Zrobiłam krok do przodu, znów ktoś mnie uszczypnął po bokach.
- Bu! – odwróciłam się i zobaczyłam wyszczerzonego Kastiela.
- Tak chcesz mnie doprowadzić do zawału? No słaaaabooo. – wytknęłam mu język, a on znów mnie potargał, tak - chwilowe zawieszenie broni.
Tyle wyświetleń a komentarzy brak :(
OdpowiedzUsuńNo nic przynajmniej jestem pierwsza XD
Rozdział śliczny i biorę się za kolejny :P