poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział IV.

 Szykuj się. - rzuciła i wyszła z pokoju, widocznie była zakłopotana.
Wstałam, ubrałam się i zrobiłam lekki makijaż, włosy były jeszcze proste więc, nie musiałam podłączać prostownicy, byłam również zadowolona, z tego, że nie miałam podpuchniętych oczu, gdy skończyłam zeszłam na dół, w kuchni siedziała gotowa Irys, jadła kanapkę, na środku stołu stał talerz z jeszcze trzema, wzięłam jedną i ugryzłam.
- Gotowa? - spytała nagle, a nie widać?
- Tak. - odrzekłam lekko zdezorientowana.
- Za 15 minut wychodzimy. - coś czułam, że próbowała na siłę podtrzymać rozmowę, w odpowiedzi skinęłam głową i wzięłam kolejnego gryza kanapki...
20 minut później byłam najedzona, umyłam zęby, wzięłam torbę i założyłam trampki. Tak, miałyśmy 5-minutowe spóźnienie. Wyszłyśmy z domu i szybkim krokiem ruszyłyśmy w kierunku szkoły, przez 15 minut żadna z nas nic się nie odezwała, nastała szesnasta minuta.
- Często Ci się to zdarza? - A Tobie często się zdarza zadawać nagłe dziwne pytanka?
- Ale co?
- No wiesz... Płakać przez sen.
- Zależy od snu. - warknęłam, nie chciałam rozmawiać na ten temat, nie lubiłam o tym mówić, zawsze robiłam się agresywna, albo zamykałam się w Sobie, a może nie byłam gotowa...
Irys odwróciła głowę, może troszkę przegięłam...
- Eh, przepraszam... Nie umiem, yh, nie lubię o tym rozmawiać, nie złość się.
Irys odwróciła głowę w moją stronę i uśmiechnęła się smutno, już wiedziała co to był za sen. Stałyśmy przed bramami szkoły.
- Minął miesiąc. - No co Ty nie powiesz? Czy ona jest jakaś nierozumna? - Nie chciałabyś jechać na cmentarz? A może odwołam imprezę? - mówiła zatroskana, ech... Ona się trroszczym, a ja się złoszcze.
- Nie w porządku. Ta wyprowadzka była końcem mojej żałoby, a pojadę na cmentarz w weekend.
- Sama?
- A co chcesz mi towarzyszyć?
- No jeśli by Ci to nie przeszkadzało. - czułam jej wsparcie, uśmiechnęłam się i się uściskałyśmy.
- OOOOOOOOOOOOOOOOOO! Uściski! - usłyszałam poznany wczoraj głos i oderwałam się od kuzynki, by po chwili znaleźć się w objęciach smerfa geja.
- Hej Alexy. - uśmiechnęłam się.
- Tak, następnym razem jak będziesz się smęcić szukaj Alexyego. - zaśmiała się Irys.
- Ooou, a ktoś ma zły humorek? - odsunął się ode mnie spojrzał mi w twarz i Swoimi palcami wskazującymi uniósł mi kąciki ust do góry. - O razu lepiej! - wyszczerzył się.
- estes pewy ? - spytałam, wciąż mnie tak trzymał. - bo mi sie zdaje ze wygladam idiotysnie. - Irys i Alexy się zaśmiali, a do nas dołączył Armin, poczułam ścisk w okolicach serca, przywitał się z Irys buziakiem w policzek, odwrócił się od niej, widziałam, że jest w skowronkach, potem ku mojemu zdziwieniu ze mną przywitał się w ten sam sposób, zaraz po tym, jak zabrałam ręce Alexego z mojej twarzy.
- Nie zmęczyłeś się kretynie? - spytał brata uśmiechając się kpiąco.
- W ogóle. Ma się kondycje. - znów się uśmiechnął, tryskał energią, nie sposób go nie lubić.
- O co chodzi? - spytała Irys.
- Jak z daleka zobaczył, że się przytulacie ruszył sprintem jak szalony. - odpowiedział jej wciąż z tym samym uśmiechem.
- No właśnie, przytuliłem tylko Demi! - rzucił się na Irys i zaczął ją kręcić, coś czułam, że wolałaby żeby tulił ją ' ten drugi ' , patrzyłam na te scenkę i poczułam się trochę dziwnie, kątem oka zerknęłam na Armina, nawet na nich nie patrzył szperał w Swoim plecaku i po chwili wyjął PSP. Ciekawe czy wzięłam moje.
- Idziemy? - spytała Irys, już stojąc o własnych siłach.
- Ja zostaje. - rzuciłam, a ich trójka ruszyła do szkoły.
Położyłam torbę na ławce i zaczęłam w niej grzebać, może i Alexy poprawił mi humor, ale i tak musiałam się wyżyć, książka, książka, książka, no patrz! książka, zeszyt, zeszyt, zeszyt, portfel.
- Jest! - mała czarna konsola leżała koło kanapek.
- Mnie też zaprosisz na imprezę? - usłyszałam za Sobą ten głos, odwróciłam się, za mną stał Kastiel z...
- Ej oddawaj to! - trzymał moją komórkę, no tak, mój zwyczaj noszenia telefonu w tylnej kieszeni.
- Kentina zaprosisz a mnie nie? - spytał ze smutną minką.
- Czytasz moje sms'y?! - spytałam oburzona.
- Bingo. - rzucił z cynicznym uśmieszkiem.
Wyciągnęłam ręce po fonka, a on odskoczył w tył.
- Oj Demi. - ech, zetrzyj ten uśmieszek.
- Miałeś... tak... do.... mnie... nie... mówić... - przy każdym kolejnym słowie rzucałam się po telefon, ale Kastiel za każdym razem robił zgrabny unik. - Nieźle się bawisz nie?
- Ostatnim razem miałem taki ubaw jak zamykałem drzwi. - spojrzałam na niego jak na kosmite i powstrzymałam wybuch śmiechu.
Po mojej kolejnej próbie, Kastielowi się znudziło, wywrócił oczami i rękę z telefonem podniósł do góry, nawet jakbym podskoczyła nic by z tego nie wyszło, spojrzałam na niego z miną AYFCM, a on się zaśmiał, wpadł mi do głowy nowy pomysł. Podeszłam do niego i zaczęłam go łaskotać.
- Ej! To nie fair! - mówił kuląc się.
- Oj, jak mi przykro. - uśmiechnęłam się szyderczo i dalej go łaskotałam, jednak nie złapałam telefonu, Kastiel upadł w końcu na ziemie, przez przypadek podkładając mi nogi, siedziałam na nim, no i mam kolejny pomysł.
Położyłam dłoń na jego policzku i zaczęłam się do niego zbliżać, był zaskoczony, ale i zadowolony, gdy nasze usta dzieliło kilka milimetrów, jego warga musnęła moją, wtedy szybkim ruchem wyrwałam mu telefon, wstałam, chwyciłam moją torbę uśmiechając się do Siebie i ruszyłam w stronę szkoły. Przeszłam przez drzwi i na kogoś wpadłam.
- No cholera. - przynajmniej tym razem się nie przewróciłam. Przede mną stał Lysander, zaśmiałam się. - Musimy przestać na Siebie wpadać.
- Lub nie. - odpowiedział trochę nieprzytomnie. - A skoro już na Siebie wpadliśmy, chciałem Ci podziękować. - uśmiechnął się i pomachał mi przed nosem notatnikiem.
- Nie ma za co, za to ja mam pytanie.
- Hę?
- Grasz w zespole? - spytałam głupio.
- Czytałaś go... - zmarszczył czoło, chyba nie był zadowolony.
- Tak, przepraszam! Nie chciałam, ale siedziałam tam godzinę i w końcu chwilę przed dzwonkiem, ciekawość zwyciężyła. - westchnął, a ja zrobiłam minę niewiniątka. - przepraszam.
- Tak, gram w zespole, śpiewam i gram na gitarze, a Kastiel...
- Kastiel? - spytałam zdezorientowana.
- Tak, Kastiel, też w niem gra, raz na basie raz na gitarze, no i jeszcze kilka moich przyjaciół.
- Fajna sprawa. - uśmiechnęłam się.
- Właśnie, Kastiel, widziałaś go?
- Tak przed chwilą. Prawdopodobnie nadal leży na dziedzińcu.
- Leży.. Co?! - patrzył na mnie zszokowany.
 W tym momencie Kastiel wszedł do szkoły, a ja uśmiechnęłam się pod nosem i weszłam do klasy, dlaczego Irys tak wcześnie wychodzi do szkoły? Jeszcze 15 minut do dzwonka!
Usiadłam w ławce i wyjęłam konsolę, no co ma mnie odstresować lepiej niż Tekken? Wybrałam Nine i zaczęłam. Przy 10 walce przegrałam z Law'em.
- Ty szmato. - rzuciłam i usłyszałam za Sobą chichot, odwróciłam się, stał tam Armin. - Takie śmieszne? - spytałam z nutką ironii w głosie.
- No trochę. - zaśmiał się. - Sam przyszedłem tu grać, ale zobaczyłem, że byłaś pierwsza i zrobiłem Sobie kino. - uśmiechnął się. - Wcześniej nieźle Ci szło.
- Dzięki. - w jego obecności czułam się... zakłopotana? Podczas gdy on zachowywał się jak gdyby nigdy nic, STOP, a czemu miałby zachowywać się jak gdyby czasem coś? Eh... Był aż za bardzo rozluźniony.
- Mogę? - spytał i wskazał na moją konsolę, po czym uśmiechnął się kpiąco. - Pokaże Ci jak to się robi.
- Pf. - uśmiechnęłam się szeroko. - Okej. Ale ja wybieram kim grasz.
- No dobra. - powiedział niepewnie.
Wybrałam Xiaoyu i podałam mu konsolę.
- No wiesz? - spytał z wyrzutem. - Najgorsza postać!
- Przestań! Lubiłam ją grać.
- Chyba jak miałaś 5 lat. - mruknął. Po chwili Xiaoyu padła martwa, a na wyświetlaczu pojawiło się K.O, Armin obrażony oddał mi konsolę, nie miałam serca się z niego naśmiewać.
- Moja kolej. - znów ją wybrałam i zaczęłam walczyć, przypomniałam Sobie to i owo, wygrałam cztery walki i uśmiechnęłam się zwycięsko.
- Nie myśl, że jesteś lepsza. - powiedział, uśmiechając się.
- A nigdy w życiu! - krzyknęłam, oboje się zaśmialiśmy, Armin zabrał mi konsolę i wybrał Rivena.
- Moja ulubiona postać. - Kentina też, właśnie, ciekawe gdzie on jest?
Armin z łatwością wygrał walkę, zaczynała się kolejna, a mnie znudziła cisza.
- Irys mówiła Ci o imprezie?
- Imprezie?
- Tak. Domówka u nas pojutrze. - uśmiechnęłam się.
- I mam czuć się zaproszony? - odwzajemnił uśmiech.
- Nooo.. właśnie Cię zapraszam.
- Przyjdę, powiem Alexemu.
W tej chwili do klasy weszła Irys, zmieszała się trochę widząc nas razem, dopiero teraz zorientowałam się, że opieram głowę o ramię Armina, udzielił mi się jego luz. Armin zaraża luzem, a Alexy energią. Podniosłam głowę.
- Szukałam Cię. - uśmiechnęła się, co wyglądało prawie naturalnie.
- Jej, czy mnie? - spytał rozbawiony Armin.
- W sumie obojga, chciałam Cię zaprosić...
- Na imprezę? - przerwał jej. - Crystal mnie zaprosiła.
- Za ile dzwonek? - spytałam widząc zawiedzioną minę Irys.
- Za 2 minuty, ruszamy. - odparła moja kuzynka, Armin oddał mi konsolę i wyszliśmy razem z klasy, w tym momencie do szkoły wszedł Kentin, uśmiechnęłam się i rzuciłam mu się na szyje.
- No hej mała. - powiedział rozbawiony, a ja go puściłam i uderzyłam w ramię.
- Miałeś tak do mnie nie mówić.
- Miałem i co?
- Nie znoszę Cię. - wywróciłam oczami. - Idziemy?
- Gdzie? Tu jest sala A. - wskazał na drzwi z których przed chwilą wyszłam.
- Ale mamy w D... Na piętrze.
- No co Ty? - wyjął z kieszeni plan, na nagłówku było, '' plan lekcji, klasa 1c ''
- Jesteś w ''c''. - powiedziałam do Siebie.
- A Ty nie?
- Nie... Ja w A.
- Demi idziesz? - usłyszałam za Sobą głos Irys, odwróciłam się i zobaczyłam ją z Arminem, oboje mi się przyglądali, a zaraz obok nich o szafki opierał się Kastiel, wyglądał na zaciekawionego.
- Lece, do zobaczenia na przerwie. - pomachałam mu i dołączyłam do kuzynki i Armina.
- On też jest nowy? - spytał Armin, a ja pokiwałam głową. - Twój chłopak? - Ach, ten jego luz i bezpośredniość.
- Nie, przyjaciel. - Wchodziliśmy po schodach, za nami Kastiel kątem oka zauważyłam się się uśmiechnął.
W klasie dałam nauczycielowi formularz, podczas czytania listy obecności, usłyszałam imiona: Charlotte, Ling, ( hehe, Xiaoyu ) uśmiechnęłam się do Siebie, co zauważył Armin i również się uśmiechnął. Peggy, Klementyna i Amber, wyglądała mało przyjaźnie. Dlaczego? Bo bezczelnie i wrogością mi się przyglądała.
- Co to za jedna? - spytałam szeptem Irys.
- Amber? No... To Amber. Mało przyjazna, znaczy zależy, jak kogoś lubi, nie zaczynaj z nią, no wiesz...
- Się zobaczy. - Irys spojrzała na mnie niepewnie, zaczęła się lekcja.
45 minut biologii. Dalej polski, angielski, wos, na koniec wf. Eh, nie chce mi się!
Z klasy w której mieliśmy wos wyszłam jako pierwsza.
- Demi! - usłyszałam głos Irys z sali i się odwróciłam, jako druga z klasy wyszła Amber i pocisnęła mi z bara, o nie kochana. Odwróciłam się z powrotem i patrzyłam na blondynkę, ona też na mnie patrzyła, więc nie było to przez przypadek.
- Nie poprzewracało Ci się w dupie? - spytałam wnerwiona, Amber stanęła i zrobiła kilka kroków do przodu, wychodzący z klasy Lysander, Kastiel i Irys przystanęli.
 - Do mnie mówisz? - spytała zmierzając mnie wzrokiem i wkurzającym tonem.
- Nie kurwa, do tej za Tobą. - Idiotką się odwróciła, a ja prychnęłam, tak.. Nikogo za nią nie było.
- Tak Cię to bawi? - spytała wściekła i trochę zażenowana.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo. - przybrałam mój bojowy ton i spojrzenie. - Nie zaczynaj ze mną, zaczynają mnie drażnić Twoje krzywe spojrzenia, więc zepnij dupę i spieprzaj. - Lysander przyglądał się temu spokojnie, Irys zaniepokojona ściskała jego ramię, a Kastiel był w siódmym niebie.
- Lepiej Ty ze mną nie zaczynaj szmato.
Co powiedzieć? Gdy ktoś mnie wyzywa, albo mówi coś obraźliwego na mój temat bierze mnie nerwica. Może uraz przez Przemka, nie wnikam - atakuje.
- DEMI! - krzyknęła Irys.
Zrobiłam kilka kroków do Amber, już byłam gotowa by zadać pierwszy cios, lekcje karate nie poszły na marne.
Ale ktoś złapał mnie od tyłu. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Kentina.
- Puść mnie. - powiedziałam spokojnie.
- Pierwszy dzień szkoły, a Ty już chcesz robić Sobie problemy?
- Zasłużyła...
- Daj spokój.
Amber uśmiechnęła się kpiąco, i odeszła.
- Jeszcze z Tobą nie skończyłam! - krzyknęłam za nią.
- Owszem, skończyłaś. - Kentin mnie puścił, a ja wywróciłam oczami i wyszłam na dziedziniec, nie miałam ochoty na wf, poszłam w prawo zamiast w lewo i znalazłam się w ładnym ogródku, usiadłam na trawie, wzięłam telefon i słuchawki, puściłam ''Tes - Wewnętrzna siła''.
Nagle poczułam się dziwnie słaba, przed chwilą miałam w Sobie tyle siły by wysłać te żmije do szpitala, a teraz wszystko z rana wróciło, sen, wyzwiska Przemka... Samotność mi nie służy. Zamknęłam oczy, zbierały mi się w nich łzy, otworzyłam je i zobaczyłam nad Sobą Kastiela, przykucnął i wpił Swoje usta w moje, nie miałam siły się opierać, wręcz potrzebowałam czyjejś bliskości, więc oddawałam pocałunek, siedziałam na nim kiedy coś Sobie uświadomiłam. Cholera jasna, to gra, a on próbuje wygrać, halo? Zemsta za poranek, nie poddawaj się tak, bądź silna. Moje wargi znieruchomiały, wstałam i ruszyłam na sale gimnastyczną.

1 komentarz: