środa, 5 lutego 2014

Rozdział XI.

Odwróciłam się w stronę drzwi wejściowych.
- Alexy! - krzyknęłam radośnie i zaraz znalazłam się w jego ramionach.
- Drogi Jezu! Dziewczyno wiesz jak się martwiłem? I tęskniłem? - w odpowiedzi tylko mocniej go ścisnęłam co odwzajemnił, znaliśmy się niedługo, ale nawiązała się między nami silna więź.
- Raczej tęskniliśmy. - usłyszałam przejęty kobiecy głos, wychyliłam się zza ramienia przyjaciela by ujrzeć twarz jego właścicielki, dwa metry od nas stała Rozalia z Violettą, obie przyglądały mi się troskliwie, a Violetta wyglądała jakby miała się popłakać, wyplątałam się z objęć niebieskowłosego.
- Dziewczyny. - szepnęłam i we trójkę się przytuliłyśmy.
- Alexy wrzasnął tak głośno, że cała szkoła usłyszała, że wróciłaś. - zakomunikowała Viola, a ja uśmiechnęłam się do Siebie.
- Do usług. - rzucił radośnie bliźniak i dołączył do nas, teraz staliśmy we czwórkę.
- Boże, dziewczyno. - zaczęło Roza. Ej, Boga w to nie mieszajcie. - Nie odwalaj więcej takich numerów.
- Masz to jak w banku. - wszyscy się uśmiechnęliśmy, drzwi do szkoły się otworzyły, na dziedziniec wyszedł Armin, mój oddech zrobił się trochę płytszy. Chłopak delikatnie się uśmiechnął.
- Miło... - nabrał powietrza przez nos i wypuścił przez usta, wzruszył ramionami, chyba nie za bardzo wiedział co powiedzieć. - Dobrze, że jesteś. - wydusił i wyciągnął do mnie ręce, podeszłam i go przytuliłam, staliśmy tak około 20 sekund.
- Ekhem. - usłyszałam za plecami teatralne odchrząknięcie. - To, że dopiero co wyszłaś ze szpitala nie daje Ci prawa obściskiwania mojego chłopaka. - odwróciłam się i ujrzałam uśmiechniętą Irys.
- Wybacz. - zrobiłam minę niewiniątka, wycofując się i unosząc ręce na znak poddania, ta uśmiechnęła się szerzej i podeszła do bruneta.
- Hej przystojniaku.
- Hej piękna.
Uśmiechnęli się szeroko, Irys oplotła go w pasie, a ten złapał jej łokcie, przywitali się nieco za długim pocałunkiem, coś kazało mi odwrócić wzrok, na szczęście w naszą stronę szedł Kentin, uśmiechając się szczerze, a gdy on się uśmiecha nie potrafię się smęcić, przywitał się ze wszystkimi, a po chwili uwiesiłam mu się na szyi.
- No bez jaj. - wysapał i bez trudu przerzucił mnie na plecy. - Tak lepiej. - powiedział podrzucając mnie, wtuliłam się w jego szyje. - Jak się czujesz? - spytał cicho, zauważyłam, że Rozalia przygląda nam się nieco poddenerwowana.
- W porządku, już nie świruje. - oboje się uśmiechnęliśmy.
- Powinnaś iść do Nataniela. - odezwała się nagle Rozalia, posłałam jej pytające spojrzenie i zeskoczyłam z pleców przyjaciela. - Usprawiedliwienie i takie tam. - wytłumaczyła szybko. - A i siedzimy razem na lekcji.
Uniosłam brwi, nigdy nie zrozumiem tej dziewczyny.
- Idziesz? - spytałam Kentina.
- Nie. Idzie Dajan, zostanę. Do zobaczenia na przerwie?
- Jasne. - uśmiechnęłam się i ruszyłam w kierunku szkoły, nie patrząc na Irys i Armina, przeszłam przez drzwi, a potem przez następne, ktoś uderzył mnie barkiem w ramię, syknęłam cicho, miałam tam siniaka po wypadku, spojrzałam na sprawcę mojego bólu, no taa..
- Hej Amber. - powiedziałam znudzona. - Jak niemiło Cię widzieć.
Przyglądała mi się ze wstrętem.
- Pff, a już miałam nadzieje, że wykitujesz w tym szpitalu. - ona serio to powiedziała? spojrzałam na nią z niedowierzaniem. - Ta, wykitujesz. Teraz wszyscy będą się podniecać ' Och Demi co za szczęście, że żyjesz! ' , ' oh Demi jak miło się widzieć ' , ' och tęskniliśmy ' sratatata - spojrzała na mnie z wrogością. - Jeszcze raz Ci to powtórzę, to moja szkoła i jakby co wiesz, że Ci co trzeba staną po mojej stronie.
Spojrzałam na nią ze znudzeniem, nie robiła na mnie wrażenia, była osobą o jakich istnieniu wiedziałam jedynie z filmów o rozpuszczonych nastolatkach, wyminęłam ją i ruszyłam do pokoju gospodarzy, chciałam zapukać, ale drzwi były uchylone.
- Em, Nataniel? - nikt nie odpowiedział, uchyliłam szerzej drzwi i zajrzałam do środka. - Woho? Oh..
Nataniel siedział z zamyśloną miną przy biurku, nie wyglądał na najszczęśliwszego, weszłam do pomieszczenia i zamknęłam drzwi.
- Przyszłam w sprawie usprawiedliwienia.. Czy... Wszystko w porządku? - spytałam z troską, ja i moje dobre serduszko.
Chłopak podniósł na mnie wzrok i wstał na równe nogi obdarowując mnie bladym uśmiechem.
- Słyszałem was.
- Och, tak Violetta powiedziała, że Alexy naprawdę głośno krzy..
-  Nie. Słyszałem Ciebie i Amber. - spojrzał na mnie z żalem, a ja spuściłam wzrok, czekałam na taką chwilę, a teraz czułam jak może być mu głupio, co udzielało się również mi. - Przykro mi. Przykro mi za to co mówiłem i za to, że Ci nie wierzyłem.
Westchnęłam.
- Miałeś prawo mi nie wierzyć. Trzymałeś stronę siostry. To normalne. - gdy wyobrażałam Sobie tę scenę, moja odpowiedź składała się z wyzwisk, no na pewno nie była miła, ale czułam, że tak trzeba, w sumie taka chyba była prawda, zawsze potrafiłam postawić się w czyjeś sytuacji, ale nic Sobie z tego nie robiłam, teraz czułam, że tak trzeba.
- Dzięki. - zmarszczył czoło i uśmiechnął się pod nosem, po czym podszedł do biurka. - Oczywiście wszystko Ci usprawiedliwię.
Skinęłam głową i ruszyłam w stronę wyjścia, złapałam za klamkę i szarpnęłam.
- Crystal. - spojrzałam na niego. - Szczęście, że żyjesz. - uśmiechnął się. - Miło Cię widzieć.
- Sratatata. - uśmiechnęłam się szeroko, co odwzajemnił i wyszłam.
Na korytarzu zauważyłam Lysandra z Kastielem, do obu miałam dziwny stosunek, bo? Kastiel był dupkiem, a Lysander... Nie potrafiłam Sobie wytłumaczyć jego zachowania, gdy na imprezie wyjawił mi plan tego niedopieszczonego sukinsyna, ale cóż. Chciał dobrze, chłopak mnie zauważył i uśmiechnął się nieśmiało, podeszłam do niego, tak - do niego, stał tam też Kastiel, ale nie zaszczyciłam go choćby spojrzeniem.
- Słyszałem o wypadku.
- Chyba jak każdy. - przyznałam nieśmiało.
- Już wszystko dobrze?
- Mam jeszcze kilka siniaków, ale to nic. - wzruszyłam ramionami.
- Cóż, dobrze Cię znów widzieć. - przytulił mnie nieco nieśmiało, ale gdy odwzajemniłam jego gest ujął mnie mocniej.
- Ciebie też. - przyznałam wciąż go przytulając, zerknęłam na Kastiela który przyglądał mi się zajadle, nasze spojrzenia się skrzyżowały, jego wzrok i wyraz twarzy nie zdradzały tak naprawdę najmniejszych emocji, a czułam jakbym się kurczyła się pod jego spojrzeniem. - Idę jeszcze do łazienki. - zakomunikowałam, chłopak mnie wypuścił.
Weszłam do toalety i przeczesałam włosy przed lustrem, po chwili zadzwonił dzwonek, poszłam pod klasę.
Usiadłam w ostatniej ławce po chwili przysiadła się do mnie Roza, no ta. Nauczyciel zaczął wyczytywać listę.
- Przesłuchanie czas zacząć. - mruknęłam, a dziewczyna trzepnęła mnie delikatnie w ucho. - A! Za co?
- Za marudzenie. - nachyliła się w moją stronę. - Coś mi się nie podoba. - posłałam jej pytające spojrzenie, a w klasie rozległo się nazwisko dziewczyny. - Jestem! - krzyknęła, a zaraz stonowała. - Kentin.
- Masz do niego jakiś problem? - spytałam może trochę zbyt natarczywie, to mój przyjaciel, zawsze go obronie.
- Spokojnie, luzuj majtki kochana. Po prostu nie chcę żebyś cierpiała. - he?
- Waters?! -rozległ się głos nauczycila.
- Jestem! - krzyknęłam. - No wal. - zwróciłam się szeptem do Rozalii.
- Bo on się chyba Tobą bawi. - spojrzałam na nią niepewnie. - Jak Cię nie było, nie odklejał się od jednej laski, nazywa się Rachel, mam Swoje źródła. - wyjaśniła. - Parę razy nawet przyłapałam ich na buziakach. A teraz przyszłaś, to od razu przytulaski, nie podoba mi się to i łaskawie spędzi przerwę z Tobą, a nie z tamtą, a powiem Ci, że jest śliczna.
Nie wiem czemu pozwoliłam jej mówić do końca, pokręciłam głową.
- Rozalia, to nie tak. My jesteśmy przyjaciółmi od czterech lat, jesteśmy nawet jak brat i siostra, nic nas nie łączy, może być z kim chcę, tam samo jak ja. - uśmiechnęłam się.
- Jesteś pewna?
- Tak. - poklepałam ją po ręce. - Ale dzięki za troskę.
- Troszczę się o Swoich. - uśmiechnęła się i otworzyła zeszyt, profesor Hard właśnie zapisywał temat, poszłam w ślady koleżanki...
Lekcje minęły mi dość szybko, właśnie kończyła się przerwa przed angielskim, Amber przyglądała mi się uważnie, kiedy podszedł do mnie Nataniel uniosła zaciekawiona brwi.
- Joł joł. - powiedział z uśmiechem, a ja kiwnęłam głową. - Nie dostałem na Ciebie jeszcze żadnej skargi. - powiedział i dyskretnie skinął w stronę siostry.
- Byłam grzeczna. - wzruszyłam ramionami i się uśmiechnęłam, w tej chwili przez korytarz przeszedł Kentin z Rachel, obejmował ją ramieniem, nawet mnie nie zauważył, ale postanowiłam odpuścić mu kazania. To pierwsza taka sytuacja tego dnia. Nie wiedziałam co zrobić, więc postawiłam na klasykę - tyknęłam Nataniela w brzuch.
- Ej! Mam gilgotki. - skrzywił się i odskoczył do tyłu.
- Ojj, jak mi przykro. - zrobiłam maślane oczka i raz po raz go dźgałam
- Ej! No weź. Okeeej, tak chcesz grać?  - Z łatwością chwycił moje dwa nadgarstki jedną ręką, a drugą mnie dźgnął, jednak nie zareagowałam, ponowił czynność, a ja nadal nic, jednak na widok jego miny zaśmiałam się szczerze.
- Ja nie mam łaskotek.
- Jesteś dziwna. - wygiął usta w podkówkę.
- Ej, może nie jestem normalna, ale żeby od razu dziwna? - spytałam udając smutek.
- Uraziłem Cię? Och, jak mi przykro. - poczochrał mnie po włosach, a wtedy zadzwonił dzwonek, nauczyciel był w klasie, wchodząc do niej układałam z uśmiechem grzywkę, kątem oka zauważyłam, że Amber z gangiem wymienia spojrzenia, a jej usta układają w słowa ' What the fuck ? '

Po lekcji wyszłam do szkoły, cały dzień starałam się o tym nie myśleć, ale teraz to było silniejsze, odruchowo spojrzałam w lewo, dziewczynka ciągle tańczyła, nabrałam powietrza przez nos i ruszyłam spokojnie w jej kierunku, dzieliło nas kilka metrów, zaczęłam ją słyszeć.
- Kółko graniaste, czterokanciaste, kółko nam się rozwaliło, a my wszyscy BUM! - upadła na ziemie i zaczęła się śmiać, była śliczna, miała rude włoski i sukieneczkę, liczyła może 5 lat?
- Hej? - odezwałam się niepewnie.
- Aaa! - pisnęła wstała i schowała się za drzewem.
- Oj. - Co za paradoks, przestraszyłam ducha. - Nie bój się! - przyglądała mi się niepewnie - Ja.. Jestem Cristal, Crystal Waters, a Ty?
- Nazywam się Ginny. - odpowiedziała drżącym głosem. - Mama nie pozwala mi rozmawiać z obcymi.
- Przecież się znamy, wiesz jak mam na imię. - odrzekłam siląc się na uśmiech.
Przekręciła głowę w bok, patrząc mi w oczy. Nagle się uśmiechnęła i oznajmiła:
- No tak. Choć coś Ci pokaże. - wyciągnęła do mnie rękę, a ja spojrzałam na nią speszona, dziewczynka zniknęła.
- Ej! - krzyknęłam, usłyszałam jej śmiech, pojawiła się trzy drzewa dalej.
- No chodź! Ja nie gryzę! - zaśmiała się i ruszyła w głąb lasu.
- Eh, poczekaj! - ruszyłam za nią szybkim krokiem.
Cały czas szła jakiś odcinek przede mną, prawdopodobnie przez to, że ja nie przenikałam przez te wszystkie gałęzie i krzaki na drodze, nie raz gdzieś się zadrasnęłam, szłyśmy tak dobre 10 minut, chciałam się spytać ile jeszcze, gdy nagle ją usłyszałam.
- Jesteśmy! - krzyknęła poważnie, stanęłam na baczność, przede mną stał duży krzak, rozsunęłam jego liście i przeszłam na drugą stronę, czego zaraz pożałowałam. Wydałam z Siebie głośny pisk, choć nawet nie byłam tego świadoma, zakryłam usta dłońmi, zamiast ducha widziałam jej martwe ciało, sporą jego część zakrywała zaschnięta krew, na szyi widać było ślady podduszania, dziewczynka niewidzącymi oczami wpatrywała się w ścianę lasu, po jej twarzy i włoskach chodziły muchy. Cofnęłam się i na coś wpadłam.
- Boże Demi. - usłyszałam za Sobą, nie obchodziło mnie kto to był, po prostu rzuciłam się w ramiona.. Kastiela, tak. Rozpoznałam po zapachu. Wybuchnęłam płaczem, ten głaskał mnie po włosach oddychając ciężko, nagle oznajmił. - Choć.
Przeprowadził mnie trochę dalej, tak bym nie widziała ciała i kazał mi usiąść posłuchałam go jak jakiś piesek, sam uklęknął na przeciw mnie i głaskał pocieszająco po plecach, po dwóch minutach się uspokoiłam.
- Co.. Co Ty tu robisz? - spytałam drżącym głosem, chciałam po prostu pomyśleć o czymś innym.
Wzruszył ramionami, lecz wyglądał trochę blado, nie codziennie widuje się trupy małych dziewczynek.
- Zobaczyłem, że idziesz do lasu, byłem ciekaw po co, a że mnie olewałeś chciałem pogadać, pytanie co Ciebie podkusiło żeby tu iść.
- Nie wiem. - odpowiedziałam natychmiast, chłopak odetchnął głęboko i wstał.
- Choć. - podał mi rękę, po chwili również stałam na nogach. - Musimy stąd wyjść, to środek lasu, nie mam zasięgu, zadzwonimy po policje pogotowie czy coś takiego. - mówił bardzo szybko, widać było, że na siłe utrzymuje spokój, nie wiedziałam po co, to panika jest tu normalnym zachowaniem, nie musisz zgrywać bohatera, bierz przykład ze mnie, jestem wrakiem człowieka! - Myślisz, że znów tu trafisz?
Odwróciłam się, Ginny stała cztery metry dalej i wpatrywała się prawdopodobnie w Swoje ciało, nagle spojrzała na mnie z ukosa.
- Tak. - szepnęłam.


Ginny.

1 komentarz: