- No siemanko. - był zdyszany.
- Zaspałeś prawda?
- Nie! - odkrzyknął z udawanym wyrzutem.
- Kentin... - powiedziałam tonem matki która chciała, żeby dziecko przyznało się do zbrodni.
- Miałem wypadek! Walnąłem głową o kant poduszki i straciłem przytomność na godzinę!
- Co za idiota. - zaśmiałam się. - Gdzie jesteś?
- No teraz w szkole, zaraz dzwonek, myślałem, że się spotkamy jakoś.
- Możesz przyjść.
- Bo mam w głowie GPS, który zawsze prowadzi mnie do Ciebie. - powiedział ironicznie.
- No a nie? - nie odpowiedział. - Mieszkam naaaa... podeszłam do drzwi na przeciwko mnie był tabliczka z ''11'' - Więckowskiego, siódemka na drzwiach, ludzie Ci pomogą.
- Dobra, jakoś Sobie poradzę, zrób coś do jedzenia.
- A proszę, to zbyt wielki wysiłek?
- A wyjść po mnie to zbyt wielki wysiłek?
- DOBRA! - krzyknęłam rozbawiona. - Zrobię coś, pa.
- Czesieczka. - uśmiechnęłam się do Siebie i odłożyłam telefon. Co ja mam mu zrobić do jedzenia? , otworzyłam lodówkę, zobaczyłam szynkę i ser, podeszłam do chlebaka i znów się uśmiechnęłam, a więc będą tosty.
Weszłam na górę i zrobiłam wysokiego kucyka, zeszłam na dół i naszykowałam chleb, szynkę, ser, talerz na którym w jednym miejscu nawaliłam ketchupu, od telefonu minęło 5 minut, więc jeśli Kentin jest bardziej rozgarnięty niż ja, będzie tu w jakieś 15 minut, telefon zawibrował.
Kentin <3
Ej, jestem na jakimś przystanku autobusowym i tabliczka twierdzi, że jedzie na Więckowskiego, zobacz czy masz tam w pobliżu jakiś przystanek, bo tak to za 3 minuty mam transport.
No spoko, wyszłam przed drzwi i się rozejrzałam, nic. Poszłam wzdłuż chodnika za ostatnim blokiem był przystanek, wracając odpisałam '' Pojedź nim, wysiądź na Więcka i przed Siebie, jak jest alejka z blokami. ''- Mówiłam, że głupi ma zawsze szczęście. - w tym momencie przeszła obok mnie jakaś starszawa pani i spojrzała na mnie jak na wariatkę. - Tak! Mówię do Siebie! Coś nie pasuje? - Jak ja kocham te stare moherki. Ta odwróciła wzrok i przyśpieszyła kroku.
Weszłam do domu i odpaliłam toster, po 7 minutach 6 tostów było gotowych, położyłam je na stole w kuchni, zadzwonił dzwonek, podeszłam do drzwi, stał tam uśmiechnięty Kentin przystojniaczek.
- Hej...
- Jak powiesz mała, to... - przerwałam mu i wystawiłam mój palec wskazujący na pokaz.
- To co? - teraz on mi przerwał, ciągle się szczerząc.
- Too... - Yyyy... - Nie dostaniesz tostów! - prychnął.
- Mała. - prześlizgnął się obok mnie i pobiegł do kuchni, pobiegłam za nim, już trzymał pół tosta i miał zapchaną buzię.
- Nienawidzę Cię.
- A ja Cię kocham. - pocałował mnie w czubek głowy. - A teraz możesz oprowadzić mnie po domu.
- O serio mogę? Dziękuje! - wywróciłam oczami i ruszyłam do przed pokoju, gdzie weszłam w drzwi za którymi kryły się schody, na piętrze pokazywałam na drzwi i mówiłam. - Mój pokój, pokój Irys, łazienka dla gości.
- A te niebieskie?
- Strych.
- Idziemy? - spytał z entuzjazmem. - No chyba, że się boisz.
- Ta, bardzo. - znów wywróciłam oczami, czasem zachowywał się jak dzecko, ale za to też go uwielbiałam.
Poszłam otworzyć drzwi, ku mojemu zdziwieniu nie był potrzebny klucz, a już myślałam, że Kentin się rozczaruje, po otworzeniu ich, rozniósł się zapach stęchlizny. Spojrzałam na przyjaciela, skwasił się od zapachu, ale skinięciem głowy dał mi znać żebym weszła. Na górze było mnóstwo pudeł, gratów i kurzu, przede wszystkim kurzu, wszystko było nim pokryte, zrobiłam kilka kroków do przodu i poczułam, że coś oblepia mi twarz, zaczęłam się szarpać i krzyczeć, gdy pozbyłam się tego z twarzy okazało się, że leże na ziemi, Kentin był najszczęśliwszy na świecie.
- Bardzo śmieszne! Wiesz, że nie znoszę pająków! - przeszedł mnie dreszcz.
- I to powód dla którego niszczysz im domy? - spytał niewinnie.
- Eh, pomóż mi wstać. - podał mi rękę.
- Myślałem, że macie nowy dom. - powiedział rozglądając się.
- Ja też. - podniosłam z podłogi jakiś album z czarno białymi miejscami już pożółkłymi zdjęciami i zaczęłam je przeglądać, oczywiście nikogo nie poznawałam, ale musiałam czymś się zająć, żeby nie myśleć o tym ile tam jest robactwa, spojrzałam na Kentina, ten przecierał z kurzu jakiś stary gramofon, odłożyłam album i szukałam nowych skarbów, w rogu stał duży obraz, był zakurzony, ale piękny, przedstawiał małą dziewczynkę, z sikorką w ręce i balonikiem w drugiej, za nią było piękne pole, sama dziewczynka stała pod wielką jabłonią, a ku niebu mknął zapewne wcześniej wypuszczony przez nią balonik.
- Ej, Demi! Zobacz co znalazłem! - oderwałam wzrok od obrazu i powędrowałam za głosem Kentina, stał zaraz przy drzwiach wyjściowych, z jakąś gazetką w ręku.
- Co to?
- Świerszczyki. - oznajmił rozbawiony. - Czyli pewnie mieszkał tu jakiś zboczeniec.
- Albo normalny nastolatek. - stwierdziłam, a on się uśmiechnął.
- Idziemy?
- Tak, ale teraz Ty idziesz przodem. - zachichotał i ruszył.
Zamknęłam drzwi od strychu, wówczas Kentin wszedł do mojego pokoju i położył mi się na łóżku.
- Ładny pokój.
- Zasługa Irys. Co z tymi tostami?
- A no tak, idziemy jeść.
Wyszedł, a ja sięgnęłam po moją torbę wyjęłam z niej playstation dwójkę i tekkena 5, Kentin był w kuchni, a ja w salonie podłączałam co trzeba.
- Demi? - zawołał. - Jeśli chcesz coś zjeść to teraz jest dobry moment! - uśmiechnęłam się do Siebie.
- Chodź do salonu. - Po chwili wszedł przez drzwi spojrzał na mnie a potem na konsolę. - Tadam!
- W co gramy?
- Tekken.
Usiadł na kanapie z talerzem, a ja wzięłam tosta, zjadłam dwa i pół, połówkę dokończył Kentin, spojrzałam na zegarek - 10.45
- Pierw odpoczynek po jedzeniu. - oświadczył i rozłożył mi się na kanapie.
- Ty leniu. - uśmiechnęłam się i wtuliłam w jego tors.
- Wygodnie? - spytał bawiąc się moją kitką.
- Tak, nie radzę Ci za długo odpoczywać, chyba, że chcesz żebym zasnęła.
- 15 minut. - przytulił mnie, a ja zamknęłam oczy.
Tak... Byliśmy trochę jak para, ale nie mogłabym być jego dziewczyną, się wie. Nie raz gdy byliśmy pod alkoholu całowaliśmy się, lub wyznawaliśmy Sobie miłość, kochałam go, ale wolałam go kochać, jak przyjaciela, znamy się 5 lat, nie mogłabym zniszczyć takiej więzi związkiem, rozmawialiśmy o wszystkim - prócz o dziewczynach i chłopakach, bo nie wiedzieliśmy dokładnie co do Siebie czujemy, jednak z mojej strony nie mogła to być prawdziwa miłość, bo podobało mi się już kilku chłopaków, niedawno nawet byłam w związku...
* * *
- Demi, hej Demi! - otworzyłam oczy i podniosłam głowę.- Zasnęłam.
- ZasnęliŚMY. - poprawił mnie i wskazał na godzinę, którą wyświetlał dekoder 12.20
- O kurde. - podniosłam się i poszłam do kuchni, gdzie nalałam nam coli, wróciłam do salonu.
- Dzięki. - wziął ode mnie szklankę i wypił wszystko duszkiem. A ja upiłam trzy łyki i włączyłam konsolę. - Nie ma to jak miło spędzić razem czas.
- Haha, a co źle Ci się spało?
- Chodzi o sam sen, ale skoro pytasz, głowa dyndała mi z niewielkiej kanapy i ktoś mnie przygniatał.
- Ojej, biedactwo. - pogładziłam go po włosach. Gra się załadowała, więc wzięłam pady i wszystko ustawiłam. - Czas skopać czyjś tyłek. - mwahaha!
- W Twoich snach kochana.
On wybrał Rivena, a ja Christine, czyli każdy wziął postać jaką się najlepiej gra.
- Aaaa! A, nie! No frajerze, o, o, o, o! TAAAAAAAK! - ledwo, ale z nim wygrałam, zaczęłam machać nogami. - Kto jest mistrzem? Ja jestem mistrzem! ochoł, oł je e!
- Nie podniecaj się, tak dałem Ci wygrać! - powiedział urażonym tonem.
- Ojejku nie gniewaj się na mnie. - Usiadłam mu na kolanach. - To nic złego że JESTEŚ SŁABSZY OD DZIEWCZYNY! - wrzasnęłam mu do ucha, a on spojrzał na mnie z niedowierzaniem, gdy ja zanosiłam się śmiechem.
- No nie, dość tego. - zaczął mnie łaskotać, a ja się śmiałam i krzyczałam.
- STOOOOOP! - krzyknęłam już nie mając siły, a ten w końcu się nade mną zlitował.
- Ekhem. - odchrząknął, a ja oplotłam mu rękami szyje.
- Przepraszam. - mruknęłam niezadowolona, łapiąc oddech, usłyszeliśmy otwierające się drzwi.
- Dlaczego nie zamknęłaś? Chcesz żeby ktoś się włamał? - weszła do salonu, widząc mnie i Kentina lekko się zmieszała. - Hej.
- Hej. - odpowiedział i się do niej uśmiechnął.
- Kentin, to jest Irys, no i Irys, to jest Kentin, mój przyjaciel z poprzedniej szkoły. - uśmiechnęła się blado i weszła do kuchni. - Jak było w szkole?!
- Zmądrzałam! - odkrzyknęła spokojnie.
- Niemożliwe. - mruknęłam cicho, a Kentin się zaśmiał. Irys weszła do salonu i usiadła obok nas, a ja zeszłam z kolan przyjaciela. - Kto tu wcześniej mieszkał?
- Wujkowie, dom już był właściwie urządzony, odnowiłam tylko kuchnie, no i nasze pokoje i łazienkę. - To wyjaśnia, dlaczego wszystko kosztowało 30 tysięcy.
- A co z czynszem?
- No bo właśnie... Chyba musimy znaleźć pracę.
- Ha! Demi i praca! - odezwał się Kentin, a ja uderzyłam go w nogę i spojrzałam na niego groźnie.
- A Ty jak opłacisz bursę?
- Rodzice będą mi przesyłać z 300 zł miesięcznie.
- Nie ma mowy, idziesz ze mną do pracy. - zarządziłam.
- Wiesz.. - odezwała się Irys, a ja spojrzałam na nią pytająco. - Twój plan z Kastielem chyba zaczyna działać.
- Co ty?! - JEEEHAAAHOOO!
- Jaki plan? - spytał Kentin, ale uciszyłam go gestem ręki.
- W szkole oddawał Lysandrowi notes, powiedział, że go znalazłaś i miał przekazać, ten stwierdził, że musi Ci podziękować, a Kastiel powiedział coś w stylu '' jeśli łaskawie będzie chciała z Tobą pogadać '' - przedrzeźniała go, co wyglądało komicznie, ale zachowałam spokój. - A ten, że byłaś i wydajesz się miła, a on, taaa, chyba tylko dla Ciebie, mówię Ci zaciekawiłaś go i zaczynasz intrygować, brawo! - wystawiła rękę i przybiłyśmy piątkę. - A teraz idę robić obiad. - i wyszła.
- O co chodzi z tym planem? - spytał trochę zły.
- W szkole jest taki chłopak, który bawi się dziewczynami i chciałam dać mu nauczkę, może go widziałeś ma czerwone włosy. - przytaknął. - No, to kiedyś bawił się Irys, no i ogólnie ma dużo dziewczyn i chcę mu uświadomić, ze nie może mieć każdej.
- I będzie tak jak z Norbertem... - powiedział opadając na oparcie kanapy.
- Jemu nic nie próbowałam udowodnić! Po prostu się zakochałam, chociaż się opierałam. Stare dzieje.
- Demi...
- Postanowione. Widziałeś kogoś oprócz Kastiela?
- Ta, jakąś dziewczynę z fioletowymi włosami, chłopaka z białymi, jakiegoś z czarnymi i niebieskimi, jakąś blondynkę, chyba jako jedyni mieli lekcje, na tym pietrze.
- Nie widziałam blondynki... A ten z niebieskimi włosami powiedział mi dzisiaj, że jestem śliczna. - uśmiechnęłam się jak dziecko, wówczas do pokoju weszła Irys.
- Nie podniecaj się tak, Alexy jest gejem. - Kentin wybuchnął śmiechem, a ja patrzyłam na nią jak zaczarowana. - W sensie jesteś ładna, ale nie rób Sobie nadziei. A i niedługo przyjdzie Armin.
- Po co?
- Robimy razem projekt. - wyszczerzyła się.
- Serio? Ściągnęłaś go tu, a ma bliźniaka z którym mógłby zrobić go w domu?
- Jemu, to nie przeszkadza, gdyby zrobili projekt razem dostaliby tróje, a tak to Armin robi ze mną Alexy z Violettą i wszyscy mają piątki. Wyszła, by po chwili wrócić i postawiła przed nami talerz z dwoma widelcami, Kentin zabrał mi dwa największe kawałki kurczaka i stwierdził, że najadł się wcześniej, ja i Irys jadłyśmy przyglądając się jak gra w tekkena. Po obiedzie zmyłam talerze i spojrzałam na zegarek, była 14.
- Będę leciał. - odwróciłam się, stał tam uśmiechnięty Kentin.
- Już? Dlaczego?
- Mam być dzisiaj w bursie o 16, a zjadłaś pewnie chcesz odpocząć.
Podeszłam i go przytuliłam.
- To pa. - dałam mu buzi w policzek, w drzwiach kuchni stała Irys.
- Narazie. - uśmiechnęła się.
- Cześć. - odwzajemnił uśmiech, wszedł do przed pokoju otworzył drzwi i wyszedł, pomachałam mu i za nim zamknęłam. Odwróciłam się, stała przede mną Irys.
- Przyjaciel z byłej szkoły hę? - spytała głupio się uśmiechając.
- Tak, kocham go, jest dla mnie jak brat. - wyminęłam ją i poszłam na górę, nie miałam ochoty na jakieś przesłuchania. W pokoju wzięłam laptopa i położyłam się na łóżku a tym czasie zadzwonił dzwonek do drzwi stwierdziłam, że nie będę im przeszkadzać, włączyłam facebook'a kilka nowych zaproszen, Rozalia, Violetta, Alexy, o.. Armin, Lysander , zaakceptowałam, potem troche bestów, gadu, kwejk, komixxy, minęła godzinka gdy postanowiłam włączyć simsy, wzięłam pierwszą lepszą rodzinę i postanowiłam zacząć zabawę, przykro mi Kentin, ale zapraszam do basenu.
- Hej. - podniosłam głowę, a w drzwiach mojego pokoju stał Armin, serce zaczęło mi szybciej bić.
- Hej, jak projekt?
- Nudnooo, nie znoszę projektów, powiedziałem, że idę do łazienki, żeby odpocząć, ale wpadłem tu. - uśmiechnął się i usiadł obok mnie na łóżku, moje serce waliło jak szalone, spojrzał na ekran mojego laptopa. - Co robisz?
- Bawię się. - uśmiechnęłam się szeroko i usunęłam Kentinowi drabinkę z basenu.
- Uuuu... Okrutna. - zaśmiał się. - Chociaż w sumie to dość banalne.
- No wiesz? Potem będzie duchem i będzie mi zostawiał po Sobie plamy wody.
- Ta? - spytał szczerze zaciekawiony.
- No tak, nie wiedziałeś? Każdy duch ma inny kolor, zależy w jaki sposób się go zabije.
- Zawsze je zabijam naraz i tworze kolejnych. - wzruszył ramionami.
- Ten zginie, to idę wieczorkiem na cmentarz, byłam już z 6 razy, powinna zginąć.
- Jesteś sadystką. - spojrzał na mnie przerażony. - I tak trzymać. - przybiliśmy piątkę, a ja starałam się ukryć twarz, bo czułam, że się rumienie.
- Hej Demi, masz jakieś... O. - do pokoju weszła Irys i przyglądała nam się lekko zakłopotana. - Co robicie?
- Patrze jak Demi zabija simy. - uśmiechnął się, a Irys spłonęła rumieńcem jednak on tego nie zauważył.
- Mówiłam, że jesteś psychopatką?
- A Ty to nie? - odgryzłam się kuzynce, a Armin się uśmiechnął.
- Też zabijasz simy? - spytał się jej.
- Och, nie..
- Nie ona zabija prawdziwych ludzi. - uśmiechnęłam się.
- Okeej? Zaczynam się bać, kończmy ten projekt i się zwijam, do jutro Demi.
- Cześć. - uśmiechnęłam się i przez chwilkę patrzyliśmy Sobie w oczy, zaraz odwróciłam wzrok i spłonęłam rumieńcem. A oni wyszli z pokoju. Grałam jeszcze chwilę po czym postanowiłam poczytać książkę, wyjęłam Lian Hearn '' Po słowiczej podłodze '' i otworzyłam na 128 stronie, o 17 usłyszałam zamykające się drzwi, do pokoju wbiegła Irys i padła mi na łóżko.
- O mój boże, jak ja go kocham.
- Tak, jest w porządku. - odpowiedziałam chowając książkę do szafki.
- I jak ja mam się do niego zbliżyć poza szkołą jak jedyne co robimy to jakiś projekt. - westchnęła.
- Eee, może gdzieś go zaproś?
- No wiesz co! Zwariowałaś? - podniosłam ręce do góry na znak poddania się. - Hmm... O cholera wiem! - spojrzałam na nią pytająco. - IMPREZA! W czwartek!
- W czwartek? - spytałam zdumiona.
- Tak! Jest dzień edukacji narodowej, więc jest wolne, a że to czwartek przedłużyła nam weekend!
- No to impreza. - uśmiechnęłam się i napisałam Kentinowi.
Resztę dnia oglądałyśmy telewizje i gadałyśmy o 21 poszłam się umyć, założyłam piżamę i położyłam się spać.

Sadystka. Zabija simsy XD Rozdział zejebisty do kwadratu :D
OdpowiedzUsuń