poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział III.

Mała dziewczynka z starszy mężczyzna o czarnych włosach w lekkim nieładzie i garniturze stali nad stawem i wrzucali kawałki chleba o wody, obserwując jak kaczki rzucają się na jedzenie. 
- Tatusiu zobacz jak walczą!  
- Widzę. - uśmiechnął się jej towarzysz. 
- Muszą być bardzo głodne.  - zaśmiała się widząc kaczkę goniącą drugą, by ją postraszyć. 
- Kończy nam się chlebek. - stwierdził ze smutkiem mężczyzna. - Idziemy? 
Dziewczynka skinęła głową i wyciągnęła ręce, ojciec wziął ją na ręce. 
- Dzisiaj nie pracujesz? - spytała trzymając w ręce sznurek, na końcu którego znajdował się piękny balonik, który wyglądał jak Myszka Miki. 
- Się zobaczy. - odparł. 
-Nie chcę żebyś pracował. Chcę cały dzień z Tobą spędzić!
- A gdzie chcesz iść? 
- Do McDonald'a. - wyszczerzyła się.
- No widzisz skarbie. - uśmiechnął się lekko. - A kto Ci zarobi na jedzonko? 
5-latka wydała z Siebie ciężkie westchnięcie. 
- Ale czemu, aż tyle pracujesz? - spytała smutno. 
- Tak to jest kochanie, jak ma się własną firmę. Jak dorośniesz wszystko zrozumiesz. 
- Nie chce dorosnąć! Będę stara! Chce być mała i chodzić z tobą na huśtawki! - tata się zaśmiał. 
- Życie jest okrutne. O, patrz kto idzie. - wskazał wolną ręką przed Siebie, dziewczynka powędrowała wzrokiem we wskazany kierunek i zobaczyła, ładną blondynkę. 
- MAMA! - krzyknęła radośnie. - Zobacz, jaki tata kupił mi balonik! I karmiliśmy kaczuszki! 
- Tak? - uśmiechnęła się kobieta, pocałowała córkę i męża. W tym momencie rozległ się dźwięk dzwonka, który cała ta trójka znała doskonale. 
- Słucham? Tak... Tak.. Emm, dobrze niedługo będę. - mężczyzna schował telefon do kieszeni i wymienił spojrzenia z żoną. - Muszę znikać. 
- Mieliśmy iść do McDonalda! - zaprotestowała dziewczynka. 
- Następnym razem. - uśmiechnął się i odstawił ją na ziemię, a ta wygięła usta w podkówkę. - Wiesz, że Cię bardzo kocham? I zawsze będę. - pocałował ją w czoło i się wyprostował.
- Też Cię kocham. - powiedziała cicho wciąż smutna, gdy ten pocałował jej matkę, pogłaskał ją po główce i ruszył w stronę stawu. - O NIE! - krzyknęła, zobaczyła jak jej ukochany balonik zmierza ku niebu... 
***

Scena się rozmyła, w kuchni stała ładna 17-latka, właśnie wróciła ze szkoły. Do pomieszczenia wszedł jej tata. 
- No siemanko. - uśmiechnął się do niej szeroko i pocałował w policzek. - Jak tam sprawdzian z rosyjskiego? 
- Haraszo. - odpowiedziała uśmiechnięta. - Czwiorka. - zaśmiała się. 
- Ładnie, a co to się dzieje, że Kentin u nas nie siedzi? - spytał zdziwiony. 
- Okazało się, że ma własny dom. - odpowiedziała zgryźliwie i zmierzyła ojca wzrokiem, miał na Sobie garnitur. - Idziesz do firmy? 
- Ta. - uśmiechnął się smutno, a jego telefon zadzwonił. - A jutro idziemy na kręgle. - Pocałował ją w czoło. Uwielbiała ich wspólne wyjścia, zaraz po Kentinie ojciec był najbliższą jej osobą. - Kocham Cię.
- A ja Ciebie. - uśmiechnęła się, ojciec wyszedł a ta zajrzała do lodówki. 
Usiadła przed telewizorem. Po 20 minutach przyszła mama. 
- Cześć. - rzuciła. 
- Cześć. - matka krzątała się po domu. - Śpieszysz się gdzieś? 
- Tak, tata w firmie? 
- Niedawno wyszedł. 
- Okej. - stanęła przed nią w salonie. - muszę lecieć, pa. - pocałowała ją w czubek głowy. 
- Pa?
Dziewczyna poczuła się śpiąca. 
Obraz znów się rozmył.
***

Ta sama nastolatka leżała w łóżku, poczuła gorąco i zapach spalenizny. 
- Tato? - zawołała pierwsze co jej przyszło do głowy. - Mamo? Coś się przypala?  
Naglę poczuła drapanie w gardę i zaczęła kaszleć, otworzyła drzwi od pokoju, w tym momencie wleciało do niego więcej dymu, dziewczyna wbiegła do własne łazienki wzięła pierwszy lepszy ręcznik, zmoczyła go wodą i przystawiła do twarzy, wyszła na korytarz, na schodach u dołu zobaczyła ogień. 
- O boże - pisnęła, nic więcej nie mogła z Siebie wykrztusić, serce jej zamarło, ogarnęła ją panika wróciła do pokoju, otworzyła okno, na dole było pomarańczowo, ale zobaczyła kilku strażaków. - Ratunku! - krzyczała wciąż się dusząc. - Pomocy! - za drzwiami coś trzasnęło. - POMOCY! - zaczęła płakać. 
- Kris! Kris! - usłyszała, ulicą biegł jej tata. - Co się dzieje!? - spytał strażaków. 
- Wybuchł pożar, gdy się uspokoi zaczniemy go gasić, teraz to nie ma sensu, a dom..przykro nam ale.... - odpowiedzieli spokojnie. 
- C-CO?! W domu jest moja córka! - przerwał  mu.
- Nikt nie odpowiadał na wołanie. 
Dziewczyna słuchała rozmowy, dlaczego ona ich słyszy, a oni jej nie? Zebrała się w Sobie i krzyknęła jak najgłośniej potrafiła. 
- TAAATOOO!!! - wszyscy spojrzeli z przerażeniem w górę, a za drzwiami znów trzasnęło. 
- Kris! - odkrzyknął ojciec i ruszył do domu, mimo krzyków staży pożarnej. Ta odwróciła się od okna trzęsąc się. Stanęła przy drzwiach, i zaraz odskoczyła całe schody płonęły, zobaczyła na nich postać taty. Trzymał w ręku Swoją marynarkę i odpędzał nią płomienie, przytulił córkę i szepnął. 
- Kris, kochanie. - doprowadził ją do okna i spojrzał na grupkę policjantów, TRZASK, płomienie znalazły się w jej pokoju. - Stańcie w grupce! Wyskoczy! Amortyzujcie upadek! - potem zwrócił się do córki. - Skacz. 
- Skaczemy razem. - oznajmiła. 
- Skaczesz sama, skocze za Tobą, jak skończymy razem to może się źle skończy. 
- Tato. - jęknęła. 
- Ufasz mi? - skinęła głową. - Skacz. - zamknął oczy, w pokoju robiło się coraz jaśniej. - Kocham Cię. 
Dziewczyna szybko usiadła na parapecie i skoczyła, minęło kilka sekund, a już leżała na kilku mężczyznach, po pół minuty wszyscy wstali. Większość domu zionęła ogniem. Spojrzała w okno z którego przed chwilą wyskoczyła. 
- Tato teraz Ty! - krzyczała, ledwo go widziała, wszędzie był dym. Strażacy wzięli węże, i zaczęli gasić pożar, nic to nie dawało. Zmrużyła oczy i zobaczyła, że jej tata jak wcześniej odgania od Siebie płomienie marynarką. - TATO! - Marynarka również zajęła się ogniem, mężczyzna panikował, wyglądało jakby chciał strząsnąć ogień z marynarki. - Tato! - ale ten wygiął się w tył... Pochłonął go ogień. - TAAAAATOOOO!!! - wykrzyczała w całych sił, jeden ze strażaków zorientował się co się wydarzyła, złapał ją od tyłu, ta mimo to wciąż krzyczała i próbowała się wyrwać, nic nie widziała przez łzy... 
Obraz się rozmył. 
***

Dziewczyna w czarnym golfie i czarnych leginsach, siedziała na łóżku w hotelu łkając i wpatrując się w zdjęcie taty, nagle do pokoju weszła jej matka.
- Kochanie, wyjeżdżamy - oznajmiała, dziewczyna tylko podniosła do góry jedną brew. 
Obraz znów się rozmył. 
***

Matka z córką, weszły przez jakieś niebieskie drzwi w starej kamienicy, w środku ujrzała białe szafki, białe płytki i żółte ściany, na środku pomieszczenia stał mężczyzna około 40, miał na Sobie czarne dresy i białą luźną koszulkę, był dość przystojny, jak na Swój wiek. 
- Kris, to jest Przemek. - przedstawiła jej mężczyznę matka. A ta była zdezorientowana. 
Obraz znów się rozmył, dziewczyna stała z matką w '' Swoim '' pokoju gdzie miała rozkładany tapczan i szafkę na ubrania. 
- Przemek... Twój kochanek. - mówiła, w jej głosie było słychać odrazę.
- Ja.. - jej matka była zakłopotana.
- Ty szmato. - odezwała się głosem przepełnionym rozgoryczeniem i wstrętem. 
- Nie przesadzaj! -fuknęła na nią.
- Nie przesadzaj? Nie przesadzaj?! Co nie jesteś szmatą? Nie zdradzałaś taty tak? Ty.. Ty... - nie mogła znaleźć odpowiedniego słowa. - Tydzień. - Po jej policzku spłynęła łza. - TYDZIEŃ! Tydzień temu zmarł tata! A Ty, już wprowadzasz się do Swojego kochasia!? Ze mną?! Co z Ciebie ze matka?! 
- Kris...
- NIE ODZYWAJ SIĘ TAK DO MNIE, TYLKO TATA MÓGŁ TAK DO MNIE MÓWIĆ! - zaczęła płakać.
- Przepraszam. - mruknęła.
- Wiesz co? - odezwała się najbardziej spokojnym głosem na jakim było ją stać. - Brzydzę się Tobą. 
Po policzku jej rodzicielki spłynęła łza. A obraz znów się rozmył.
***

Stała w kuchni, robiła herbatę, do dzbanka sypała cukier, jedna łyżka jej się omsknęła trochę cukru znalazło się na ladzie i podłodze. Mieszkała tam już tydzień. 
- Ty idiotko. - warknął stojący za nią '' ojczym '' 
- Przecież, nic się nie stało. Zaraz to posprzątam. - warknęła. 
- Nie unoś się na mnie! Głupi bachorze! Żyjesz pod moim dachem. 
- Już niedługo! Uwierz mi, jak tylko będę miała okazja wyniosę się z tego gówna! Wolę mieszkać, na ulicy niż u Ciebie!  - ledwo skończyła mówić, już dostała w twarz, Przemek wkopał ją do jej pokoju. Dostała rentę po tacie, za którą kupiła np: laptopa. Weszła pożalić się po raz kolejny przyjacielowi, na facabook'u,, płakała, ledwo się zalogowała, zobaczyła post Swojej rudowłosej kuzynki. 
'' Kto się pisze na wspólne mieszkanie? :D '' 
Obraz się rozmył. 
***

Crystal Waters siedziała na rozkładanym krzesełku, przy drewnianym stoliku oślepiało ją białe światło zwróconej w jej stronę lampy, znajdowała się w małym ciemnym pomieszczeniu, przypominało to przesłuchanie w filmie kryminalnym, w pomieszczeniu niczym echem rozchodził się głos Przemka: '' dziecko specjalnej troski '' , '' idiotka '' '' sierota '' '' kretynka '' '' popierdolona gówniara '' '' jebany bachor '' 
Zatykała uszy, ale to nic nie dawało, na końcu usłyszała, tak bardzo znajomy i utęskniony przez nią głos, który był jak maść dla jej serca, a zarazem sprawił jej taki ból, usłyszała : '' Wiesz, że Cię bardzo kocham? I zawsze będę. ''

Otworzyłam oczy, zobaczyłam nad Sobą zatroskaną twarz Irys. 
- Przyszłam Cię obudzić. - uśmiechnęła się blado. - Pła.. płakałaś przez sen.

1 komentarz:

  1. Jakoś pusto więc wstawiam komentarz :D Naprawdę szkoda mi Kris :( Ale rozdział cudny. :D Pięknie piszesz :)

    OdpowiedzUsuń